Film

Spectre

Opublikował

dnia

Po 20-tym filmie z Bondem twórcy postanowili zresetować serię. Dostaliśmy więc Daniela Craiga, Bonda bardziej ludzkiego, bardziej realistycznego. W „Casino Royale” – pierwszym filmie z serii „craigowskiej” – James Bond jeszcze biegał w hawajskich koszulach, pił piwo i w ogóle nie przypominał ikony agenta 007, do jakiego się przyzwyczailiśmy. I żeby nie było: 20 pierwszych Bondów uwielbiam, obejrzałem po wielokroć, strasznie podoba mi się ta umowność świata, gadżety jak z filmów s-f… Ale ludzkie oblicze Bonda jakie pokazał Daniel Craig także do mnie przemówiło. To już zupełnie inne filmy, bardziej realistyczne, bardziej odpowiadające temu co pisał Ian Fleming, literacki twórca agenta. Dlatego na każdy film o przygodach 007 czekam z dużą niecierpliwością i żaden z tych „nowych Bondów” mnie nie rozczarował – może „Quantum of Solace” nie do końca mnie ruszył, ale też obejrzałem z przyjemnością. Tymczasem „Spectre”… hmmm… w tym wypadku na pewno spodziewałem się o wiele więcej.

Film otwiera świetnie nakręcona scena w Meksyku – kręcona jednym ujęciem, strasznie klimatyczna i dająca nadzieję na to, że cały film będzie trzymał w takim napięciu. I do połowy rzeczywiście tak jest. Napięcie siada kiedy dowiadujemy się kto stoi na czele organizacji Spectre i czemu zawziął się na naszego bohatera. I tutaj pierwszy śmiech na sali – motywacja rzeczywiście na poziomie przedszkola (a myślałem, że Piotr Pocztarek w swojej recenzji przesadza), w ogóle Franz Oberhauser wcale nie jest demoniczną postacią, a raczej śmiesznym człowieczkiem o aparycji smutnego klauna… No i druga połowa filmu siada zupełnie – ratują ją piękne widoki austriackich gór, Rzymu czy Tangeru, ale już na przykład taki pościg super autami po uliczkach Rzymu jest nędzny. Co z tego, że fajne nawiązanie jest do scen z jednego z wcześniejszych „Bondów”, kiedy sam pościg nie ma w sobie żadnego napięcia? Wspominając chociażby pościg po lodzie w ostatnim filmie z Piercem Brosnanem to aż się łezka w oku kręci, że mogło być tak pięknie… Scena z Monicą Bellucci wstawiona zupełnie bez sensu, bez ładu i składu, finał też ciężki do zrozumienia.

Nie zrozumcie mnie źle – to jest dobry film. Dużo ironii, niezłych dowcipów, świetne nawiązania do poprzednich filmów. Świetna muzyka, wspaniałe zdjęcia. Jednak to za mało, by wypełnić dwie i pół godziny. Oglądając „Spectre” miałem wrażenie, że spokojnie można było ten film skrócić o pół godziny – bez żadnej szkody dla fabuły, a z pożytkiem dla tempa akcji. Jak dla mnie „Spectre” rzeczywiście mógłby być ostatnim filmem z Danielem Craigiem – byłby świetnym zamknięciem cyklu zapoczątkowanego filmem „Casino Royale”.

Czas chyba na nowego Jamesa, nowe otwarcie i zupełnie nową historię. Bo, że kolejny Bond powstanie chyba nikt nie ma wątpliwości?

3 out of 6 stars

Recenzent: Bogdan Ruszkowski

Spectre
Tytuł oryginalny: Spectre
Kraj: Wielka Brytania, USA (2015)
Reżyseria: Sam Mendes
Obsada: Daniel Craig, Lea Seydoux, Christopher Waltz, Dave Bautista
Dystrybutor: Forum Film Poland

Polecamy także