Literatura

Stefan Darda – Nowy dom na wyrębach II

dnia

patronat

„Nowy dom na Wyrębach” Stefana Dardy kończy się w takim momencie, że miałem ochotę nawrzeszczeć na autora, kiedy tylko zamknąłem książkę. Zwłaszcza, że dość długo trzeba było czekać na kolejny tom, będący rozwinięciem zapoczątkowanych w powieści wątków. „Nowy dom na Wyrębach II” to książka, na którą czekało wielu miłośników prozy przemyskiego twórcy. Słusznie bowiem ani fabularnie, ani warsztatowo kolejna część nie odstaje od wcześniejszej. I choć nie jest pozbawiona wad, to stanowi przyzwoite domknięcie cyklu.

Stefan Darda debiutował dziesięć lat temu powieścią „Dom na Wyrębach”. Od tamtego czasu zaserwował jeszcze cykl „Słoneczna dolina”, powieść „Zabij mnie, tato” oraz zbiór opowiadań „Opowiem ci mroczną historię”. Kiedy wrócił na Wyręby z pierwszym tomem „Nowego domu…”, trochę się obawiałem. Od mojego pierwszego zetknięcia z prozą Stefana minęło około dziewięciu lat, zmieniło się tym samym moje postrzeganie prozy, analiza warsztatu, a literackie fascynacje przeniosły swój punkt ciężkości w nieco inne rejony literatury. Z czasem przecież powieści, które zachwycały nas przed laty, nie do końca potrafią cieszyć przy ponownym zetknięciu, odarte z tej magii, którą okrywały się przez lata.

„Nowy dom na Wyrębach” kusił z sentymentu, a w zderzeniu z samą lekturą okazał się niezłym, dość prostym czytadłem, które jednak pozostaje wciąż w cieniu pierwowzoru. Czyli Darda wraca do swoich początków, by pokazać, że jednak się zmienił i coś, co zachwycało świeżością konceptu nie do końca zagra w takim stopniu, wykorzystane po raz drugi. A największą wadą „Nowego domu na Wyrębach” – tak pierwszej, jak i drugiej części – jest pewna wtórność i mocne odwołania do tego, co grało nam na emocjach w pierwszej książce. W „Nowym domu…” trochę brakuje mi akcji. Owszem, są momenty świetnie rozpisane, klimatyczne, niektóre wątki po prostu „grają” znakomicie budowaną atmosferą napięcia i niejednoznacznymi odwołaniami do słowiańskiej mitologii (a ściślej – demonologii), jednak często są to tylko momenty, okraszone dość nudnym biegiem zdarzeń, kiedy nic albo prawie nic się nie dzieje.

Owszem, autor przyzwyczaił już do pewnej sielskości swojej prozy. Do leniwego, spokojnego prowadzenia akcji zamiast „jazdy bez trzymanki”. Jednak w „Nowym domu…” jest czasem aż zanadto spokojnie. Pierwszy tom nieco rozbudził nadzieje, wzmógł apetyt, zwłaszcza niespodziewanym finałem, kiedy okazało się, że to dopiero część pierwsza… A teraz, w kontynuacji, niby wszystko interesująco się rozwija, jednak cały czas czeka się na to przysłowiowe „tąpnięcie”, które solidnie poruszyłoby czytelnikiem. A takich momentów tutaj brakuje. Rozgrzeszałem pierwszą część, uznając, że akcja dopiero się zawiązuje i szykuje się dłuższa historia, która na pewno ruszy z kopyta w tomie drugim… I tego „ruszenia” trochę mi zabrakło.

Miejscami uwiera trywialność dialogów i jednowymiarowość postaci, które konfrontowane ze złem – a co ważne, złem nadnaturalnym – jakoś łatwo oswajają się z tym, szybko akceptują niecodzienność, jako stały element ich świata i pewną oczywistość. Ciekawy wydaje się przede wszystkim Mikołaj, postać co najmniej tajemnicza. I choć już w połowie książki dowiadujemy się (wraz z bohaterami powieści), kim tak naprawdę jest (już wcześniej można było to zakładać), to wątek z nim związany okazuje się być najmocniejszym punktem w książce.

Całość na pewno przypadnie do gustu fanom dotychczasowej prozy Dardy. Mimo pewnego braku oryginalności w fabule nowej powieści, autor dobrze gra utartymi już we wcześniejszych historiach motywami i serwuje pozycję bardzo przystępną dla masowego odbiorcy, mocno wykraczającą poza literaturę grozy. Jednak w jej obrębie, niestety pozostającą w cieniu znacznie lepszego pierwowzoru.

Niezłe czytadło na jeden/dwa jesienne wieczory, ale niewiele ponad to. Zdaje się coraz bardziej wyczuwalne, że „konwencja Wyrębów” już się zużyła i autor powinien poszukać nowych ścieżek i pomysłów, jak to zrobił choćby w zbiorze opowiadań „Opowiem ci mroczną historię”. Darda ma potencjał, jednak usilne przekonanie o potencjale tkwiącym nadal w debiutanckim pomyśle nieco podcina mu skrzydła. A szkoda, bo to twórca znaczący nie tylko dla popularyzacji grozy na naszym rynku, ale też jako propagator słowiańskości w grozie, która stanowi jedną z najciekawszych, ale wciąż bardzo tendencyjnie wykorzystywanych motywów fabularnych w naszym rodzimym horrorze.

Reasumując – „Nowy dom na Wyrębach II” to przyzwoite zamknięcie cyklu, o którym nie sposób nie myśleć bez sentymentu (to wszak już dziesięć lat) i z całą pewnością można go polecić fanom zarówno serii, jak i autora. Szkoda, że niestety, tylko im. Zwłaszcza, że jest to bezpośrednia kontynuacja wcześniejszej powieści, więc bez jej przeczytania lub solidnego odświeżenia nie ma co po „Nowy dom na Wyrębach II” sięgać. Osobiście czekam na kolejną książkę Stefana Dardy, który ostatecznie opuści Wyręby, by poszukać nowych, fabularnych ścieżek.

Recenzent: Mariusz „Orzeł” Wojteczek

Stefan Darda – Nowy dom na wyrębach II
Wydawca: Videograf 2018
Ilość stron: 336
Mariusz

Recenzent, piszący głównie o horrorze i fantastyce, ale nie tylko. Reegularnie pisuje dla Grabarza Polskiego, RzeczGustu i Paradoks. Miłośnik komiksów, nie tylko spod znaku Marvela. Czasem także pisarz, niekiedy mówią, ze dobry. Publikował w Bramie, Histerii i Grabarzu Polskim. Prowadzi blog „Co przeczytać? – subiektywny blog literacki”. Wielki fan i propagator rodzimej sceny grozy.

Polecamy także