Film

Strażnicy Galaktyki vol. 2

dnia

Strażnicy Galaktyki w sobie znanym stylu podbili srebrny ekran i serca widzów. Dlatego wszyscy z niecierpliwością czekali na kolejną część prezentującą przygody tej cudacznej grupy. W kwietniu bieżącego roku świat doczekał się i w kinach pojawił się film „Strażnicy Galaktyki vol. 2”. Oczywiście ochoczo podreptałam do najbliższego Cinema City, gdzie na wielkim ekranie doświadczyłam czegoś wspaniałego, dlatego też kiedy tylko film pojawił się na nośnikach DVD i Blu-ray nie omieszkałam zaopatrzyć się w takowy, by w domowych warunkach móc cieszyć się jednym z najlepszych superbohaterskich dzieł kinematografii (od pewnego czasu z taką samą niecierpliwością czekam na pojawienie się płyt z „Król Artur: Legenda miecza”). Co James Gunn zaprezentował w kolejnej odsłonie „Strażników Galaktyki”?

Nasza wesoła kompania niedawno uratowała galaktykę. Hurra! Teraz parają się różnymi zajęciami dla dobra ogółu, choć Rocket nadal wyraźnie ma problem z rozpoznawaniem co jest dobre, a co nie, czym ściąga kłopoty na całą grupę. Z opresji ratuje ich tajemnicza postać, która posiada informacje na temat pochodzenia Petera vel. Star Lorda. Przyjaciele będą musieli poradzić sobie nie tylko z kłopotami, które trawią grupę od środka, ale także z potężnym niebezpieczeństwem, które odnalazło ich po latach…

Uniwersum „Strażników” poszerza się. Pojawiają się nowi, ciekawi bohaterowie. Historia zaprezentowana na ekranie, choć nijak się ma do komiksów, jest ciekawa, ale to wszystko jest tak naprawdę nieważne bowiem „Strażnicy Galaktyki vol. 2” to przede wszystkim karnawał wspaniałych obrazów i niesamowicie smaczna uczta dla oczu. Dawno żaden film, który wyszedł ze stajni Marvela nie stanowił dla mnie takiej zagadki. Każda scena była podszyta nutką słodkiej niepewności, choć już pierwsza sekwencja upewniła mnie, że seans na pewno nie będzie rozczarowaniem.

Pierwsza odsłona przygód (jeszcze wtedy nie) Strażników należała głównie do Rocketa i jego drzewopodobnego kompana Groota. „Vol. 2” to z kolei scena przygotowana specjalnie dla… Yondu. To właśnie on kradnie „szoł” w tej części („A little bit closer” Jay & The Americans już zawsze będzie mi się kojarzyć właśnie z tym bohaterem). Przynajmniej dwie sceny z jego udziałem mogą zostać zapamiętane jako – uwaga! – LEGENDARNE.

Przyznam szczerze, że w całej tej orgii śmiechu wręcz wylewającej się z ekranu, można nie dostrzec drugiego dna tej historii. Jednak jeśli przynajmniej raz nie uronicie łezki podczas seansu to znaczy, że cierpicie na absolutny brak serca.

„Strażnicy Galaktyki” stanowią dzieło wybitne. Każdy element tej produkcji doskonale komponuje się z resztą. Utwory, w rytm których pobrzmiewa nowa kosmiczna przygoda to rasowe Złote Przeboje. Scenariusz po raz kolejny jawi się jako hołd dla popkultury lat 80. Film nie zawiera dłużyzn, jest za to esencją kiczu, który w takim wydaniu można tylko i włącznie pokochać.

Kosmos woła: Milusińscy, nie pozostańcie obojętni na to wezwanie!

6 Stars

Recenzentka: Żaneta „Fuzja” Wiśnik

Strażnicy Galaktyki vol. 2
Tytuł oryginalny: Guardians of the Galaxy vol. 2
Kraj: USA (2017)
Reżyseria: James Gunn
Obsada: Chris Pratt, Zoe Saldana, Michael Rooker, Kurt Russell
Dystrybutor: Galapagos
Wydanie: Blu-ray. Dodatki: Reportaż z planu filmowego (wywiad z reżyserem, muzyka z filmu, żywe planety i gadające drzewa, obsada); Teledysk Guardians Inferno; Gagi z planu; Sceny niewykorzystane; Komentarz audio.
Żaneta
Czyta, ogląda i wącha książki a także pracuje w ich otoczeniu. W szafie trzyma plecak spakowany na wypadek ewentualnej apokalipsy (najlepiej zombie). W wolnych chwilach wychowuje psa i uprawia kuking, czyli zamęcza domowników i internety swoim gotowaniem.

Polecamy także