Literatura

Sylwester Burzych – W odmętach delirium

Opublikował

dnia

w odmetach1

Debiutancka powieść Sylwestra Burzycha wzbudza w czytelniku co najmniej mieszane uczucia. Niby nie brakuje w niej żadnej z figur nieodłącznych dla dobrego kryminału: główny bohater to policjant-alkoholik po przejściach, mamy też zagadkowe śledztwo i galerię dość osobliwych postaci… Co więcej, sam pomysł na fabułę wskazuje, że pisarzowi nieobca pozostaje świadomość przemian konwencji powieści kryminalnej i (potencjalnie) umie wykorzystać je w toku akcji tak, iż odbiorca szybko pozbywa się złudzeń, że ma do czynienia z prostą opowieścią o zbrodni i zemście… A jednak trudno podczas lektury oprzeć się wrażeniu braku, który sprawia, że to, co najciekawsze – a więc zmagania protagonisty z własną psychiką – pozostaje na marginesie akcji.

Dlaczego tak się dzieje? Przecież autor wykorzystuje łatwo rozpoznawalne wzorce fabularne, sama zaś lektura powieści nie nastręcza większych trudności, bowiem „W odmętach delirium” czyta się dość potoczyście. Może zawiniło zatem nieumiejętne rozłożenie akcentów fabularnych, a może to nazbyt uproszczona kreacja świata przedstawionego sprawia, że postacie tracą na wiarygodności? Jakkolwiek bowiem rzecz dzieje się na ulicach Nowego Jorku, trudno odnaleźć w utworze gorączkową atmosferę wielkiego miasta, znaną choćby z serialu „Nowojorscy gliniarze” (USA 1993-2005, reż. David Milch). Amerykańska metropolia w wydaniu Burzycha to w istocie jakakolwiek większa aglomeracja miejska w dowolnym miejscu zachodniej półkuli, zaś okazjonalnie przywoływane niby-realia USA raczej maja charakter deklaratywny, niż w istocie współtworzą wrażenie autentyzmu; pod tym względem nadal wzorcowa pozostaje twórczość Adama Zalewskiego, zwłaszcza „Małe miasteczko” (2012). W tej sytuacji należałoby sobie zadać pytanie, dlaczego Burzych nie zdecydował się — wzorem wielu kolegów (i koleżanek) po piórze na osadzenie akcji „W odmętach delirium” w rodzimej scenerii. Owszem, można argumentować, że lokalne realia mogą wydawać się czytelnikowi niezbyt atrakcyjne, jako już mocno wyeksploatowane; przecież obecnie nieomal każde większe miasto (a i sporo pomniejszych) ma własny kryminał. Rzecz w tym jednakże, że od warstwy faktograficznej, która powinna być oczywiście jak najwyraziściej zakreślona, bowiem wzmaga to odczucie autentyzmu, ważniejsza w utworze pozostaje sfera psychiki i relacji bohaterów. Zresztą polskie realia – czego dowodzi choćby serial „Instynkt” (Polska 2011, reż. Patryk Vega) – pod tym względem przemawiają raczej na korzyść, niż stanowią przeszkodę.

A jednak przy wszystkich mankamentach powieści Burzycha, włącznie z brakiem dostatecznej korekty i redakcji (s. 130; co to za stopień: „kapitam”?), trudno uznać ją za całkowicie nieudaną. Może dlatego, że w rysie głównego bohatera jest coś, co nie pozwala zapomnieć o Jacku Strongu? I tylko szkoda, że autor nie wykorzystał w pełni potencjału tej postaci…

3 out of 6 stars

Recenzent: Adam Mazurkiewicz

Sylwester Burzych – W odmętach delirium
Wydawca: Novae Res (2015)
Liczba stron: 335

Polecamy także