Literatura

Sylwia Janik – Latte

Opublikował

dnia

latte

Jakkolwiek w odniesieniu do współczesnej literatury rozrywkowej coraz trudniej jest kreślić granice gatunków, wciąż istnieją rudymentarne wyznaczniki każdego z nich. Owszem, od dłuższego czasu można zaobserwować mniej lub bardziej udane koncepcyjnie i artystycznie kontaminacje różnorodnych nurtów literatury popularnej (reprezentatywnym przykładem owego trendu jest „paranormal romance”). „Latte” Sylwii Janik to powieść należąca bez wątpienia do pierwszej z wyszczególnionych tu grup; co więcej: jest to niewątpliwie jedna z najmniej udanych myślowo i artystycznie opowieści, jakie miłośnikom literatury kryminalnej przyszło czytać w minionym półroczu.

Na tak negatywną ocenę utworu wpływa ekshibicjonistyczny styl narracji, inspirowany popkulturową wykładnią psychoanalizy rodem z talk-show oraz kreacja świata przedstawionego mająca tyle wspólnego z rzeczywistością pozatekstową, co sceneria podrzędnej telenoweli imitującej „samo życie”; tymczasem kryminał musi być silnie osadzony w realiach historyczno-obyczajowych, aby czytelnik mógł zaangażować się emocjonalnie w fabularne wypadki. Również okoliczności zbrodni i sam występek, jakkolwiek wydawałyby się początkowo osobliwe, powinny zyskać w pełni spójną logicznie wykładnię. Osobną kwestią pozostają bohaterowie opowieści: jeśli odbiorca ma zaakceptować ich wybory i utożsamić się z nimi, to powinni być oni wykreowani na pełnowymiarowe postacie, o bogatym życiu wewnętrznym. Jedynie bowiem wówczas ich decyzjom przydane zostaje przekonanie o prawdopodobieństwie wyborów życiowych a odbiorca — nawet jeśli nie akceptuje decyzji protagonistów — zaczyna traktować ich jako charaktery, nie typy.

W powieści Janik zabrakło nieomal wszystkich wyszczególnionych tu składników przepisu na dobry kryminał (czy też szerzej — literaturę). Życie wewnętrzne zostało sprowadzone do pseudopoetyckich wynurzeń głównej bohaterki, będącej zarazem narratorką opowieści, na bliżej niesprecyzowane tematy, których związek z fabułą pozostaje tajemnicą chyba również dla autorki (znaczący pod tym względem jest prolog i epilog, nieintencjonalnie odwołujący się do poetyki bizarro fiction). Z kolei uznanie bohaterów za postacie papierowe to wygłoszenie niezasłużonego komplementu pod adresem pisarki, która na niego nie zasługuje (oczywiście — na mocy odautorskiej deklaracji — mężczyźni są opiekuńczy, inteligentni, przystojni i wysportowani, a kobiety olśniewająco piękne, dowcipne, melancholijne, inteligentne itd.). O zwartości i wewnątrztekstowej logice opowieści nie ma co mówić, bowiem nie występuje w ilościach choćby śladowych.

Jakie w tej sytuacji mogą płynąć pożytki z lektury tak fatalnie napisanej powieści? Przede wszystkim powinna ona stanowić przestrogę dla domorosłych twórców, jak pisać nie należy. To chyba jedyna zaleta „Latte” — utwór w skondensowanej formie stanowi przewodnik po błędach pisarskich. Czy jednak w istocie taka była intencja autorki?

0 out of 6 stars

Recenzent: Adam Mazurkiewicz

Sylwia Janik – Latte
Wydawca: Novae Res (2015)
Liczba stron: 242

Polecamy także