Film

The Borderlands

Opublikował

dnia

Żebyście nie mówili, że nic nigdy dla Was nie zrobiłem, opowiem Wam dziś jak oglądać film „The Borderlands”. Ja dopiero za drugim obejrzeniem, kiedy już znałem zakończenie, zrozumiałem o co tak naprawdę chodzi w tym brytyjskim „found footage”.

Cała akcja filmu toczy się w małej, zabitej dechami wiosce gdzieś na tytułowym pograniczu (z tym, że tutaj akurat słowo „pogranicze” ma wiele znaczeń…). W wiosce tej jest niewielki kościół, który po wielu latach zamknięcia został niedawno otwarty. Kościół, zbudowany na fundamentach jakiejś starożytnej świątyni, został zamknięty po bliżej nieokreślonej tragedii, co twórcy filmu dość mgliście nam tu przedstawiają. I to właśnie w owym świętym przybytku zaczynają dziać się dziwne i niewytłumaczalne rzeczy. W celu zbadania rzekomych cudów, z Watykanu zostaje wysłana komisja mająca zbadać, czy cud jest prawdziwy, czy może obecny proboszcz, chcąc przyciągnąć wiernych do kościoła, posunął się do oszustwa. Filmy kręcone przez operatora komisji będą właśnie owymi „odnalezionymi taśmami”, z którymi i nam przyjdzie się podczas tego seansu zapoznać.

Mam z „Pograniczem” pewien problem. Z jednej strony cierpi on na chyba wszystkie wady tego typu filmów, ze sztampowymi bohaterami na czele (starszy cyniczny ksiądz, przeżywający kryzys wiary plus pasjonat nowinek technicznych, nie wierzący w nic poza swoimi gadżetami oraz młodszy ksiądz – służbista aż do bólu). Ich rozmowy i zachowania są niemal karykaturalne. Gra aktorska także pozostawia wiele do życzenia, a dialogi są niemiłosiernie oklepane. Sytuację, w której jeden z bohaterów przeżywa kryzys wiary bo „coś, kiedyś mu się przytrafiło” przerabialiśmy po tysiąckroć. Szwankuje również logika – rozumiem umieszczać kamery w nawiedzonym kościele, ale po co montować je w domu, w którym mieszkają członkowie komisji? Wiem – dla akcji akurat tutaj jest to ważne, ale logicznie zupełnie nieuzasadnione.

Poza tym, sens filmów „found footage” polega na tym, że taśmy zostają w jakiś sposób odnalezione, a tymczasem z zakończenia „Pogranicza” wynika, że tych konkretnych „zagubionych taśm” nikt by żadną siłą nie był w stanie odkryć. Mocno rzutuje to na wiarygodność całego filmu. Z drugiej strony, to właśnie zakończenie wywraca całą wymowę filmu do góry nogami. A z pozytywów: mocno lovecraftowski jest sam nastrój filmu choć osobiście doceniłem to dopiero przy drugim obejrzeniu. I chyba tak właśnie trzeba ten film oglądać – jakby scenariusz wzorowano na twórczości Samotnika z Providence. Wtedy poszczególne sceny, które zdają się nie mieć wiele sensu (np. niechęć mieszkańców do przyjezdnych, spalenie owcy czy też cały finał) nabierają dodatkowego znaczenia, a cały film układa się w miarę spójną całość (co prawda pełną niedomówień, ale jednak całość). Może to daleki strzał, ale mam wrażenie, że scenarzysta to zagorzały miłośnik dzieł H.P. Lovecrafta.

Ostateczna ocena to 3/6 – bo jednak więcej tutaj wad niż zalet, a poza tym z tego materiału dałoby się zrobić naprawdę DOBRY film, ale jeśli H.P. Lovecraft to Twój ulubiony autor to spokojnie możesz dodać punkt. Albo i dwa.

 3 out of 6 stars

Recenzent: Bogdan Ruszkowski

The Borderlands
Tytuł oryginalny: The Borderlands
Kraj: Wielka Brytania (2014)
Reżyseria: Elliot Goldren
Obsada: Peter Charlton, Gordon Kennedy, Robin Hill, Aidan McArdle
Dystrybutor: Brak

Polecamy także