Komiks

The Goon. Kolekcja. Tom 1

dnia

„The Goon” Erica Powella z pewnością nie jest komiksem dla każdego. Momentami niesmaczny, przekraczający nie tylko granice gatunkowe ale też, z całą pewnością, granice absurdu – w niezwykle pomysłowy sposób łączy kryminał noir, horror zombiestyczny i groteskę.

Zbir to pozornie tępy osiłek w znoszonym garniturze, którego główną rolą jest zbieranie haraczy dla tajemniczego gangstera – Labrazzio. Jednak bohater ten jest zdecydowanie bardziej skomplikowany wewnętrznie, niż mogłoby się wydawać. Tajemnice z przeszłości, o których prawdę poznamy już w obrębie tego pierwszego, zbiorczego tomu, wzbogacają tę postać, czyniąc ją bardziej wielowymiarową, niż typowi bohaterowie pulpy. Niewielkich rozmiarów kolega Zbira – Frankie – ze swoim wyraźnie rzucającym się w oczy społecznym nieprzystosowaniem i przesadną skłonnością do przemocy, stanowi znakomity przykład tego, że nie rozmiar czyni mężczyznę. Z kolei bezkompromisowość obydwu panów z całą pewnością jest podstawowym elementem pozwalającym im wychodzić cało z opresji, w jakie się pakują. Tak, bezkompromisowość. Ewentualnie jeszcze wielkie jak bochny pięści Zbira i kosa w oko od Frankiego.

Nasi bohaterowie pakują się nie tylko w kłopoty zwyczajowe dla gangsterskiego życia, ale też w wiele spraw zawierających elementy nadprzyrodzone… a szalony kapłan voodoo, tworzący hordy krwiożerczych zombie na swe usługi nie jest ich największym problemem. Choć z pewnością najbardziej uciążliwym i powracającym w życie naszych bohaterów jak, nie przymierzając, niedoleczona rzeżączka.

Pomysł Powella można było zepsuć na wiele sposobów. Już sama wyjściowa koncepcja humorystycznego kryminału noir była niebezpiecznie bliska fiaska. Przecież z zasady czarny kryminał nie ma śmieszyć, za to operuje ponurym, ciężkim klimatem, osadzonym w retroestetyce, mocno zakorzenionej w kinie gangsterskim traktującym o latach 30-tych i 40-tych. Humor nie jest więc typowym dla tej konwencji składnikiem. Jeśli dorzucimy magię voodoo, zombie, motywy lovecraftowskie i elementy estetyki monster movies… Całość już chwieje się niebezpiecznie w posadach!

Jednak autorowi „Zbira” się udało. Posklejał absurdalny, na pozór, zlepek klisz i gatunkowych schematów w iście wybuchową mieszankę, która okazuje się być na wskroś pulpową, ale jednak strawną papką. Sięganie po kolejne klisze i mocno zużyte motywy popkultury, tylko wychodzi serii na dobre. I choć nie zawsze jest idealnie, choć niejednokrotnie Powell zbliża się do przekroczenia granic dobrego smaku, czy wręcz otwarcie ją przekracza, to jednak całości nie da się odmówić specyficznego, oryginalnego uroku. Pomagają mu z pewnością liczni goście pojawiający się na komiksowych kartach. Od Świętego Mikołaja począwszy (serio, serio!), aż po kultowego Hellboya Mike’a Mignoli. To świadczy jednoznacznie o wielkiej popularności i artystycznym sukcesie komiksu Powella. Nie powinno to dziwić, kiedy już się pozna ten niezwykły twór.

W „Zbirze” mnóstwo jest przemocy, często kreskówkowej, absurdalnej, w stylu zrzucania pianina na głowę bohatera, który tylko się otrząsa i idzie dalej. I jest też cała masa potworów w stylu kina klasy B i wspominanych monster movies. Są wątki czysto lovecraftowskiego horroru nadnaturalnego. I jest mnóstwo niewybrednych żartów, które niebezpiecznie często przekraczają granice dobrego smaku. Jednak siłą wyrazu są tu nie tylko pokręcone pomysły i scenariusze, ale też strona graficzna – stojąca zdecydowanie na bardzo wysokim poziomie – to starannie nakreślone plansze, z dobrym kadrowaniem i świetnymi, dynamicznymi sekwencjami walk Zbira z całą galerią potwórów.

To wszystko poprzetykane kuriozalnymi reklamami, jakie mogły powstać tylko w szalonym umyśle twórcy takiego komiksu, jak „Zbir” (np. zestaw „Mały Lobotomik”, komiks „Atomowy Wściek”, czy afisz reklamowy „Foki Jasnowidza”). A to wszystko na prawie 500 stronach, na których znalazło się także miejsce dla bogatej powellowskiej galerii.

Jeszcze nie jesteście przekonani? To spójrzcie na przykładowe plansze tego komiksu i pomyślcie, że NonStop Comics szykuje pięć (!) tomów tego oto cudeńka.
Ja polecam (bardzo, bardzo!). To z pewnością – w mojej brutalnie subiektywnej ocenie – najlepsze co ofiarował nam polski rynek komiksowy w minionym roku!

 

6 out of 6 stars

Recenzent: Mariusz „Orzeł” Wojteczek

The Goon. Kolekcja. Tom 1
Tytuł oryginalny: The Goon Library Volume 1
Scenariusz: Eric Powell
Rysunki: Eric Powell
Tłumaczenie: Paulina Braiter-Ziemkiewicz
Wydawca: Non Stop Comics 2018
Liczba stron: 496

Polecamy także