Literatura

Tomasz Czarny, Karolina Kaczkowska – Ofiarologia

dnia

ofiarologia

patronat

Horror ekstremalny to nie tak łatwy do pisania gatunek literacki, jak mogłoby się wydawać. Mimo prostoty założenia – ma być brutalnie, bezkompromisowo, z przesunięciem granic wszelkiego tabu, a czytelnika szokuje się realizmem opisów makabry oraz skrajnie wyuzdanego seksu, często łączonego z przemocą – niezwykle trudno stworzyć zajmującą i dobrą historię spod znaku gore. A „Ofiarologia” – stworzona przez duet autorski: Tomasza Czarnego i Karolinę Kaczkowską – w dużej mierze tę tezę potwierdza. Choć nie jest to zbiór zupełnie pozbawiony potencjału.

Według mnie ten rodzaj literatury jest chyba najtrudniejszy do napisania, bo co zostanie kiedy oddzielimy wierzchnią, makabryczną warstwę? No właśnie, często za fasadową pokazówka brutalności i wyuzdania nie kryje się nic więcej. Żaden szerszy kontekst, żadne drugie dno, czy głębszy przekaz. Owszem, powiecie, że nie tego szuka czytelnik w horrorze ekstremalnym. Być może. Ale dla mnie opisy przemocy i okrucieństwa same w sobie nie są wystarczające. Są dodatkiem, mogą nawet stanowić główne narzędzie pisarza do kreowania swojej historii – ale ta historia, gdzieś w tle musi być. Musi mieć początek, koniec. Swoją logiczną spójność. I szerszy zarys niż tylko pretekst do pokazania, jak kogoś dekapitują, rozczłonkowują, gwałcą, maltretują. To trochę tak, jak ze słynnym „Kwiatem ciała i krwi” Hideshiego Hino. Brak fabuły, brak opowieści, a jedynie szokujący obraz makabry, który absolutnie nic ze sobą nie niesie.

A z tym problemem niestety boryka się większość tekstów z „Ofiarologii” – brak im szerszego kontekstu. Brak opowieści, która tłumaczyłaby w szerszej perspektywie powody postępowania bohaterów, określała ich motywacje, czyniła opowieść pełną, wyczerpującą. Doskonałym przykładem jest tutaj historia napisana przez autorów wspólnie, a jednocześnie otwierająca zbiór – „Milf”. Niby jest dobrze, mocno, z dobrym finałem, ale jednak, spojrzawszy szerzej – nie wiemy nic o samej rodzinie, o tym, kim są, dlaczego robią to, co robią. Mógł być z tego zgrabny, mocny i bezpruderyjny thriller sf, a wyszła bezkompromisowa opowiastka, która pozostawia straszny niedosyt. I takie zastrzeżenia mam do wielu tekstów. Nawet jeśli autorzy nieźle radzą sobie ze słowem, jeśli ich prowadzenie narracji nie jest uciążliwe i dobrze się czyta, to poza szokowaniem – bo tu przyznaję, ani Tomek, ani Karolina skrupułów nie mają, a w tym gatunku to przecież niewątpliwa zaleta – to jednak często doskwiera mi brak głębszych warstw opowieści. Niedosyt rozwinięcia historii w nieco dłuższe nowele (jak wspomniany tekst pt. „Milf”), które umożliwiłyby dopracowanie pewnych szczegółów, doprecyzowanie wątków.

Widać w „Ofiarologii” wiele nawiązań do klasyków gatunku, jak Ketchum („Dominacja”), Edward Lee ( „Lalka”, „Noc koprowampirów” „Dysmorphophilia”) czy John Everson („Zniewolenie”). Czasem są to bardzo luźne skojarzenia, czasem odniesienia do bardzo konkretnych tekstów, pewne elementy fabularne, które wskazują jednoznacznie na autora inspiracji… i nie jest to złe. Akurat ta kwestia stanowi swoisty ukłon w stronę najważniejszych twórców gatunku, a jednocześnie nie jest wynikiem bezmyślnego kopiowania wzorców. Momentami twórczość naszych autorów ociera się mocno o bizarro („Lewa”, „Chłopiec z kutasim łbem”) – które jest bliskie gore w swojej bezkompromisowości, ale mocno przewyższa je poziomem absurdu fabularnego. Jednak dominuje pozorny realizm opowiadanych przez twórców historii, gdzie ci, którzy są nam bliscy, których kochamy i których pożądamy niejednokrotnie okazują się wręcz demonami w ludzkiej skórze.

Reasumując – „Ofiarologia” pozostaje wśród utworów dedykowanych wąskiej grupie odbiorców, którzy są zamiłowani w horrorze ekstremalnym i przypadkowy czytelnik nie ma tu za bardzo czego szukać. Książka – choć niewątpliwie ma pewne braki – kryje w sobie potencjał. Szkoda, że tak bardzo niewykorzystany. To literatura niszowa, skierowana do fanów gatunku, jednak skoro zamierza nosić miano literatury – choćby i pulpowej – to podlega tym samym kryteriom. A brak opowieści, w miejsce skupienia się nad formą nijak się tutaj nie sprawdza. Brak przewodniej myśli w wielu tekstach, brak umotywowania czynów, niejednokrotnie irracjonalnych. Trudno za każdym razem posiłkować się domyślnym szaleństwem bohaterów. Na pochwałę zasługuje natomiast na pewno minimalistyczna w formie, ale przez to interesująca okładka.

3 Stars

Recenzent: Mariusz „Orzeł” Wojteczek

Tomasz Czarny, Karolina Kaczkowska – Ofiarologia
Wydawca: Dom Horroru (2017)
Liczba stron: 204
Mariusz
Recenzent, piszący głównie o horrorze i fantastyce, ale nie tylko. Reegularnie pisuje dla Grabarza Polskiego, RzeczGustu i Paradoks. Miłośnik komiksów, nie tylko spod znaku Marvela. Czasem także pisarz, niekiedy mówią, ze dobry. Publikował w Bramie, Histerii i Grabarzu Polskim. Prowadzi blog „Co przeczytać? – subiektywny blog literacki”. Wielki fan i propagator rodzimej sceny grozy.

Polecamy także