Literatura

Tomasz Marchewka – Wszyscy patrzyli, nikt nie widział

dnia

wszyscy patrzyli

Wydawnictwo SQN ma rękę do debiutów. Jacek Łukawski, Anna Lange – to nazwiska wcześniej nieznane miłośnikom fantastyki, które SQN z powodzeniem zaprezentowało literackiemu światu. Teraz do tego grona dołącza Tomasz Marchewka, dla którego powieść „Wszyscy patrzyli, nikt nie widział” jest książkowym debiutem, choć z tworzeniem historii miał on już do czynienia.

Marchewka to człowiek który bardziej będzie znany fanom gier komputerowych, niż zapamiętałym czytelnikom, bowiem jego dotychczasowa praca skupiała się na opracowywaniu fabuł do gier, m.in. „Wiedźmin. Dziki Gon”. Jednak z całą pewnością praca nad fabularnymi historiami dla graczy to zupełnie inny kawałek pisarskiego chleba niż pisanie powieści, więc zmierzenie się ze standardową literacką formą mogło być rafą, na której Marchewka polegnie, zamiast wypłynąć na szersze literackie wody. Zwłaszcza, że autor wziął sobie na warsztat podgatunek wcale nie najłatwiejszy, jakim jest powieść łotrzykowska, a w dodatku oparł ją na podbudowie klasycznej „urban tale”.

Nie mniej znacząca dla historii Tomasza Marchewki jest historia szulerstwa i miłość do kart – „gra się” zapamiętale przez całą jego książkę. Szulerzy, karciarze, oszuści i kombinatorzy. Gracze dla zysku, ale i – ci ważniejsi – tasujący talie dla sławy, dla nimbu wybitności, dla szansy dostania się do grona Rekinów. Do tego złodzieje i mordercy. Wszyscy – choć należący do półświatka, dzierżą dumnie nimb przynależnego im – wedle praw ulicy – szacunku. Cieszą się pozycją, zdobytą według starych zasad. Niekoniecznie sposobem uczciwym, niekoniecznie moralnym. Ale jednak zgodnie z zasadami, jakie Hausenberg, Miasto Szulerów – zdołało wykształcić przez burzliwe lata swego istnienia i wtłoczyć pod zewnętrzną tkankę swej pozornie praworządnej powierzchowności. Zasadami akceptowanymi przez Ludzi Nocy, a to oni wszak decydują o tym, co można, a czego nie należy czynić w Hausenbergu.

Miasto Szulerów – jak to już w „urban tales” bywa – jest równorzędnym bohaterem powieści. Nakreślone w tle, ale starannie, z detalami, w swojej istocie nie tylko jest miejscem akcji, nie tylko jest domem dla książkowych bohaterów. Jest swoistym tworem kształtującym postacie z powieści, determinującym ich działania i wymuszającym na nich dopasowanie się do narzuconych przez siebie realiów. Hausenberg jest niczym żywy organizm, który oddycha, a tym oddechem otumania swoich mieszkańców, zarażając ich swoistą gorączką, pragnieniem tasowania, rozkładania talii na pokrytych suknem stołach.

Ta swoista personifikacja miasta jest – jak wspomniałem – charakterystyczna dla „urban tales”, a wśród powieści wydanych przez SQN porównać można by było „Wszyscy patrzyli, nikt nie widział” do serii „Grimm City” Jakuba Ćwieka. I choć różny jest ciężar opowieści, odmienne są autorskie fascynacje obu panów i po różne odnośniki i skojarzenia sięgają przy kreowaniu swoich światów, to Hausenberg i Grimm City zdają się być w pewien sposób tożsame, bliźniaczo do siebie podobne, bo swoiście piętnujące swoich mieszkańców, determinujące ich działania i to, jakimi są w swej istocie.

Marchewka sięga po historię szulerki, składając swoisty hołd wszelkim nieuczciwym graczom, którzy z karcianego oszustwa zapragnęli uczynić sztukę. I niewątpliwie tak oryginalny temat, podjęty przez autora to sedno sukcesu końcowego produktu – czyli opowieści. Okraszona szczyptą humoru, skreślona sprawnym, dosadnym językiem, kryjącym w sobie pewien rytm, dynamikę sprawia, że powieść naprawdę znakomicie się czyta a brzdęk monet i żetonów oraz szelest tasowanych raz po raz talii kart towarzyszą nam przy lekturze każdego słowa. I choć końcowy twist nie jest tak do końca zaskakujący – bowiem każdy kto zna schemat takich opowieści nie tyle zdoła się domyślić, co nie będzie zaskoczony, kiedy już się dowie) – to jednak nie psuje to całościowego odbioru książki.

Długo zastanawiałem się nad zasadnością tytułu, bowiem – choć ma on solidne umotywowanie w fabule – to zdaje się być za długi, nie do końca odpowiedni. W sukurs jednak przychodzi mu świetna okładka z ilustracją niezrównanego Roberta Adlera (czym SQN podtrzymuje swoistą tradycję zlecania wykonania swoich okładkowych grafik świetnym polskim komiksiarzom – szacunek!).

Reasumując, powieść Tomka Marchewki to znakomity przykład świetnej, choć nieco szablonowej historii, opartej za to na mocno nieszablonowym pomyśle. Galeria postaci wpisującej się w konwencję historii łotrzykowskich czynią z niej nie produkt wtórny, ale interesujące nawiązanie gatunkowe, które jednak świadomie i umiejętnie poszukuje własnej ścieżki. Marchewka niewątpliwie pisać potrafi, a jego historia zdoła zachwycić nie tylko tych, którzy miłują się w karcianych potyczkach.

Panie i panowie – Hausenberg czeka na Was. Jesteście gotowi usiąść do gry?

5 Stars

Recenzent: Mariusz „Orzeł” Wojteczek

Tomasz Marchewka – Wszyscy patrzyli, nikt nie widział
Wydawca: SQN (2017)
Liczba stron: 336
Mariusz
Recenzent, piszący głównie o horrorze i fantastyce, ale nie tylko. Reegularnie pisuje dla Grabarza Polskiego, RzeczGustu i Paradoks. Miłośnik komiksów, nie tylko spod znaku Marvela. Czasem także pisarz, niekiedy mówią, ze dobry. Publikował w Bramie, Histerii i Grabarzu Polskim. Prowadzi blog "Co przeczytać? - subiektywny blog literacki". Wielki fan i propagator rodzimej sceny grozy.

Polecamy także