Komiks

Wiedźmy

dnia

To wszystko już było. W „Wiedźmach” Scott Snyder, scenarzysta znany z takich serii, jak „Amerykański Wampir”, czy z pracy nad „Batmanem”, sięga po motyw kultu czarownic w małej, nieco odosobnionej mieścinie. I tak naprawdę gra mocno wyświechtanym motywem, na którym horror zdążył zjeść zęby, i w którym trudno wymyślić coś zupełnie świeżego i oryginalnego. Cóż, Snyder też nie odkrywa w tym albumie przysłowiowej „Ameryki”. Serwuje klasyczną historię z kilkoma ciekawymi elementami, jednak mocno przewidywalną. A to niestety trochę obniża ogólną ocenę. Mimo sprawnie kreowanej atmosfery napięcia i grozy, finał okazuje się bardzo szablonowy, a końcowe twisty niestety są zbyt przewidywalne, by naprawdę zaskoczyć. W efekcie otrzymujemy historię z ciekawym punktem wyjścia, która jednak nie rozwija wystarczająco przyjętej konwencji. Nie na tyle, na ile rodziło nadzieje nazwisko scenarzysty.

Ale powiedzmy sobie szczerze, to nie tak, że „Wiedźmy” są albumem słabym. To solidny, choć nieco sztampowy horror. Sprawnie napisany i mistrzowsko narysowany przez Jocka (wł. Mark Simpson – gość odpowiada m.in. za serię „The Losers”), jednak nie wyczerpujący potencjału, jaki kryje się w zalążku historii. Chciałoby się, po solidnym początku, by historia trochę się rozwinęła, rozrosła do czegoś więcej, niż jednego albumu. By postacie okazały się mniej przewidywalne, a same zdarzenia w fabule poszły w nieco mniej szablonowym kierunku. Nazwisko scenarzysty (i tym samym jego wcześniejsze dokonania na komiksowym poletku) solidnie podniosło poprzeczkę oczekiwań, jednak efekt finalny nie bardzo sobie poradził z ich poziomem.

 

Snyder zdaje się garściami czerpać z popkultury, i zazwyczaj umiejętnie transformuje to na autorskie historie, jednak w „Wiedźmach” za mało dodał od siebie. Dość sprawnie złożył takie elementy, jak tajemniczy kult w małym miasteczku (sięgający początków mieściny i niejako dziedziczony przez kolejne pokolenia mieszkańców), czy rodzina z problemami (w której ojciec ma spore grzechy na sumieniu, ale w efekcie to nie on okazuje się najgorszy) oraz motyw ofiary i nagrody za poświęcenie, która zaślepia ludzi i pcha ich do dokonywania haniebnych czynów.

Znaczące jest to, że ciekawe wykorzystanie amerykańskiego folkloru pozwala Snyderowi pokazać w „Wiedźmach”, że to ludzie tak naprawdę są źli. Potworne istoty z komiksu przyjmują ofiary bowiem jest to dla nich konieczne do przetrwania. Zaś postępowanie mieszkańców miasteczka, którzy są skłonni do składania ofiar w imię osobistych korzyści i spełniania pragnień, czyni z nich rzeczywiste potwory. To interesujące, w wymowie mocno kingowskie, ujęcie, które niejako odwraca role. Komiksowe wiedźmy są dziwacznymi, na poły mitycznymi stworzeniami, uzależnionymi od ofiar. Ale czy można uznać, że są z gruntu złe? Ich postępowanie nie jest wynikiem ich morderczych pragnień, ale zwyczajnej woli przetrwania. Aby żyć, muszą przyjmować ofiary. To po prostu drapieżniki, które sięgają po to, co pozwala im egzystować. To nie ich wina, że są czym są; tak zostały stworzone przez naturę. A ludzie… Ludzie to zupełnie inna historia. Sięgają po zło, po czyny amoralne, dla osobistych profitów, dla korzyści i czysto hedonistycznych pragnień.

Mimo tych interesujących przemodelowań fabularnych, sam komiks okazuje się niezbyt oryginalny i trochę zaskakuje jego amerykański sukces. Owszem, to solidna horrorowa historia, jednak z pewnością nie rzecz wybitna. Warta poznania głównie ze względu na znakomitą stronę graficzną. Rysunki Jocka są naprawdę na najwyższym poziomie, a do tego intrygujące i nieszablonowe kolory przygotowane przez Matta Hollingswortha dopełniają znakomitej formy albumu. Szkoda, że Snyder nie rozwinął się nieco bardziej w treści. Postawiwszy na klasyczne motywy wyszedł obronną ręką, ale żadnego nowego przyczółku na polu horrorowych historii nie zdobył.

 

Recenzent: Mariusz „Orzeł” Wojteczek

Wiedźmy
Tytuł oryginalny: Wytches
Scenariusz: Scott Snyder
Rysunki: Jock
Tłumaczenie: Robert Lipski
Wydawca: Mucha Comics 2017
Liczba stron: 192
Mariusz

Recenzent, piszący głównie o horrorze i fantastyce, ale nie tylko. Reegularnie pisuje dla Grabarza Polskiego, RzeczGustu i Paradoks. Miłośnik komiksów, nie tylko spod znaku Marvela. Czasem także pisarz, niekiedy mówią, ze dobry. Publikował w Bramie, Histerii i Grabarzu Polskim. Prowadzi blog „Co przeczytać? – subiektywny blog literacki”. Wielki fan i propagator rodzimej sceny grozy.

Polecamy także