Literatura

Wojciech Wójcik – Jezioro pełne łez

Opublikował

dnia

Cichy, oddalony od modnych mazurskich szlaków ośrodek wypoczynkowy, który chyli się powoli ku upadkowi; galeria osobliwych postaci i seria makabrycznych morderstw osób pozornie w żaden sposób z sobą niezwiązanych; a oprócz tego będący byłym więźniem protagonista (i zarazem narrator opowieści), obarczony szczególną zdolnością znajdywania kolejnych zwłok. Tak w skrócie (nie oddającym zresztą w żaden sposób finezji fabularnej intrygi) wygląda koniec letniego sezonu w najnowszej powieści Wojciecha Wójcika.

Akcja „Jeziora pełnego łez” rozgrywa się nie w anonimowym podwarszawskim miasteczku (przypominam, że było ono scenerią zdarzeń w „Garści popiołu”, 2016), lecz na północy Polski. Urokliwe tereny Warmii i Mazur, podobnie jak miejscowość niedaleko stolicy, okazują się scenerią zdarzeń obnażających mroki ludzkiej duszy. Blisko pisarzowi w takim rozłożeniu akcentów do niemieckiej szkoły kryminału, przede wszystkim twórczości Sebastiana Fitzeka; nie mniej jednak frapujący pozostaje w opowieści Wójcika obraz prowincjonalnych układów towarzysko-handlowych i sieci powiązań biznesu ze zorganizowaną przestępczością, inspirowany popularnym pisarstwem Skandynawów. Jednakże już obserwacje obyczajowe, obraz życia na prowincji oraz mentalności jej mieszkańców pozostają charakterystyczne dla rodzimych realiów.

„Jezioro pełne łez”, w porównaniu z poprzednim utworem, okazuje się zdecydowanie mroczniejsze, szczególnie poprzez duszny klimat. Poczucie osaczenia towarzyszące głównemu bohaterowi wynika jednak nie tyle z fabularnych zdarzeń, co w zdecydowanie większym stopniu zawikłanej tajemnicy kolejnych morderstw. Tym razem Wójcik zdecydował się więcej uwagi poświęcić nie relacjom interpersonalnym bohaterów, lecz meandrom psychologii i motywacjom, którymi się kierują w swych poczynaniach. Zapewne z tego powodu krąg pierwszo- i drugoplanowych bohaterów zamyka się pośród kilku osób; niewiele jest też postaci epizodycznych. Kameralność scenerii akcji dodatkowo podkreśla dramatyzm związków emocjonalnych i skomplikowane relacje łączące pozornie obcych sobie ludzi. Powoli — zwłaszcza jeśli na najnowszą powieść Wójcika spojrzymy z perspektywy poprzedniego utworu — takie rozwiązanie fabularne staje się specjalnością pisarza. Wręcz wydaje się niekiedy, że kryminalna fabuła potrzebna jest autorowi jedynie jako pretekst – osnowa, na której tka dramat ludzkich namiętności.

W tym celu Wójcik wykorzystuje wyraziście zarysowane postaci, z którymi czytelnik może łatwo się identyfikować. Paradoksalnie, dzieje się tak, mimo że życiowy bagaż doświadczeń odbiorcy i wykreowanej na potrzeby utworu postaci pozostaje rozbieżny. Tym bardziej jednak należy docenić inwencję pisarza, umiejącego wzbudzić w czytelniku empatię.  Być może tajemnica pisarza tkwi w dopracowanym szczegółowo  wizerunku psychologicznym bohaterów, z których żaden nie został potraktowany bez należytej uwagi. Taka, zdawałoby się, niekonieczna z perspektywy konstrukcji fabularnej dokładność staje się jednak niezbędna, kiedy spojrzymy na „Jezioro pełne łez” nie jak na kryminał (którym zresztą nie jest), lecz powieść psychologiczną, tematyzującą niszczącą siłę namiętności.  Wykorzystywana przez Wójcika struktura, właściwa literaturze kryminalnej, jedynie uwypukla owe porywy serca, prowadzące do zbrodni.

5 Stars

Recenzent: Adam Mazurkiewicz

Wojciech Wójcik – Jezioro pełne łez
Wydawca: Zysk i S-ka (2017)
Liczba stron: 584
Adam Mazurkiewicz
Z powołania i zamiłowania krytyczny czytelnik fantastyki i kryminału we wszystkich odcieniach. W chwilach, gdy nie czyta gotuje. Z zasady nie bierze udziału w życiu mediów społecznościowych, a mimo to nie czuje się wyalienowany.

Polecamy także