Literatura

Wojciech Wójcik – Młoda krew

Opublikował

dnia

Najnowsza powieść Wojciecha Wójcika — „Młoda krew” — na tyle odbiega od poprzednich („Garści popiołu”, 2016 i „Jeziora pełnego łez”, 2017), że czytelnik może poczuć zaskoczenie. Zarazem jednak pozostaje ona zbliżona poetyką do innego utworu tego pisarza — „Nikomu nie ufaj” (2016) — toteż nie można traktować jej jako wyrazu poszukiwania nowej drogi w dorobku artystycznym pisarza. Stanowi raczej powrót do nurtu sensacyjno-szpiegowskiego w jego twórczości, zatem ci, którzy oczekiwaliby zagadki kryminalnej, godnej poprzednich dwu „opowieści o zbrodni i karze”, odczują zapewne niedosyt. Tym bardziej, że Wójcik zdecydował się na dość anachroniczne rozwiązanie fabularne, sytuując bohatera w USA. Gest ten, dość częsty ćwierć wieku temu, dziś nie budzi już takiego zainteresowania. Tym bardziej, że pisarz uczynił protagonistą super wyszkolonego agenta, mogącego poradzić sobie w dowolnej sytuacji (być może to pogłos lektury opowieści Lee Childa o perypetiach Jacka Reachera). Oczywiście tak zainicjowana fabuła ma swoje logiczne uzasadnienie; rychło zresztą akcja przenosi się ze Stanów do Polski, jednak oba kraje ukazane zostały na tyle ogólnikowo, że opowieść mogłaby rozgrywać się w dowolnym miejscu Europy Środkowo-Wschodniej; zaś sam główny bohater (a zarazem pierwszoosobowy narrator) niekoniecznie musiałby być polsko-amerykańskiego pochodzenia.

Jednak tym w największej mierze decyduje o czytelniczym rozczarowaniu, pozostaje niemożność wyjścia autora poza skonwencjonalizowane rozwiązania, do których nie potrafi on nabrać dystansu. Efektem owej strategii pozostaje zarówno dobór postaci, jak i obdarzenie ich cechami, sprawiającymi że trudno uznać je za określające charaktery, nie typy. Ich życie wewnętrzne, zwłaszcza głównego bohatera, sprowadza się do najprostszych reakcji na bodźce zewnętrzne, a jednocześnie na płaszczyźnie deklaracyjnej przeżywają oni dramaty egzystencjalne. Ich przemyślenia i marzenia są równie proste, co bohaterów dowolnej telenoweli: znaleźć miłość życia, rozwiązać zagadkę kładącą się cieniem na pamięci o rodzinie, przeżyć emocjonujące przygody, wreszcie – naprawić niesprawiedliwość. Zaś nagrodą za wszelkie niedogodności i zagrożenia w trakcie wykonywania misji, ma być możliwość spędzenie wakacji z ukochaną osobą na Dominikanie. W konfrontacji z zarysem fabuły, w którym istotną rolę odgrywa walka wywiadów z czasów zimnej wojny to doprawdy niewiele…

Brak pogłębionego wizerunku psychologicznego wpływa na język, którym się posługują. Stanowi on zresztą zbiór kalk, w równym stopniu, co jego użytkownicy pozostają summą popkulturowych wyobrażeń o idealnym mężczyźnie/kobiecie (pod tym względem „Młoda krew” może wiele mówić o wzorcach osobowych promowanych we współczesnej kulturze, jednak nie taka była zapewne intencja artysty).

Paradoksalnie, „Młoda krew” nie jest powieścią na tyle złą artystycznie, by uznać czas spędzony na jej lekturze za stracony. Nie tego jednak należałoby spodziewać się po autorze znakomitych kryminałów, który zdążył przyzwyczaić swych czytelników do skomplikowanych relacji między bohaterami i nieoczywistych rozwiązań fabularnych.

Recenzent: Adam Mazurkiewicz

Wojciech Wójcik – Młoda krew
Wydawca: Zysk i S-ka (2018)
Liczba stron: 617
Adam Mazurkiewicz

Z powołania i zamiłowania krytyczny czytelnik fantastyki i kryminału we wszystkich odcieniach. W chwilach, gdy nie czyta gotuje. Z zasady nie bierze udziału w życiu mediów społecznościowych, a mimo to nie czuje się wyalienowany.

Polecamy także