Komiks

Wojownicze Żółwie Ninja – Bodycount

dnia

Powiedzmy sobie szczerze – „Bodycount” nie jest komiksem dla każdego. To totalna jazda bez trzymanki, o szczątkowej fabule, która jednych zachwyci, a innych odrzuci i zniesmaczy. Ale czego oczekiwać, kiedy na kartach jednego komiksu spotyka się Simon Bisley i Kevin Eastman? Musi, po prostu musi, wyjść mieszanka wybuchowa!

„Bodycount” to historia, technicznie rzecz ujmując, osadzona w uniwersum Wojowniczych Żółwi Ninja. Z tym, że ze sławetnej grupy pojawi się tylko Raphael wraz ze swoim ludzkim, mocno niezrównoważonym kompanem Caseyem Jonesem. I, jak w przypadku większości tworów spod ręki Simona Bisleya, krew poleje się szeroką strugą, trup zaścieli wszelkie dostępne podłoża, a broń maszynowa wystrzeli niezliczoną ilość pocisków. Zresztą, nie tylko karabiny pójdą w ruch, bo i dla wielu rodzajów broni białej znajdzie się miejsce. A wszystko to w wyniku pewnego, dość znaczącego konfliktu mafijno-rodzinnego, w który wplącze się ponętna Midnight… A że Casey poddaje się stanowczo za łatwo urokowi niewieściemu, tak i tym razem zrzędzenie Rapha niewiele pomoże i nasi bohaterowie szybko znajdą się na celowniku…

Szukanie tu konkretnej dawki logiki nie ma większego sensu. Jest za to totalna nawalanka, która nie bierze jeńców, a komiks jest tak blisko poprawności politycznej, jak tylko można – nie oszczędza nikogo i każdy, dosłownie każdy, włączając w to legiony przypadkowych świadków, może stać się ofiarą. Sprawiedliwie i konsekwentnie żadna grupa społeczna czy etniczna nie zostanie pominięta..


Paradoksalnie taka szczątkowa fabuła i absurdalny humor doskonale wpasowują się w pokręconą estetykę rysunków Bisleya. Twórca Lobo zdecydowanie ma tendencję do przerysowywania swoich postaci, do zaburzania proporcji zwłaszcza w okolicy męskich bicepsów i kobiecych biustów. Jednak to już jego swoisty znak rozpoznawczy – ta pozornie niestaranna, nieproporcjonalna, zaburzona kreska, która w rzeczywistości jest wykorzystywana z rozmysłem i konsekwentnie. I albo się ją kocha, albo nienawidzi.

Jeśli jesteście zaznajomieni z dotychczasową twórczością Bisleya, czy też nieobce są wam komiksowe perypetie Żółwi – zwłaszcza z oryginalnej serii duetu Eastman/Laird – to pokochacie „Bodycount”. To album stanowiący kwintesencję amerykańskiej pulpy sensacyjnej, okraszonej kultowymi postaciami, będącymi jednocześnie parodią klasycznych komiksowych mścicieli. Ten komiks to nic innego, jak gatunkowy pastisz i dopóki nie bierzemy go zbyt poważnie, może się naprawdę podobać.

Oddajcie się magii chwili i zobaczcie, przeczytajcie ten swoisty hołd dla filmów Johna Woo oraz przejaskrawionej przemocy i erotyki spod znaku magazynu „Heavy Metal”. Ja bawiłem się świetnie. Polecam!

5 out of 6 stars

Recenzent: Mariusz „Orzeł” Wojteczek

Wojownicze Żółwie Ninja – Bodycount
Tytuł oryginalny: Bodycount
Scenariusz: Kevin Eastman
Rysunki: Simon Bisley
Tłumaczenie: Bartłomiej Burtea
Wydawca: Non Stop Comics 2019
Liczba stron: 112

Polecamy także