Film

Wonder Woman

dnia

„Wonder Woman” to naprawdę sprawnie zrealizowane kino superbohaterskie. Może nie jest to film idealny, ale wyzbył się większości bolączek wcześniejszych ekranizacji komiksów DC. Opierając się na osadzeniu fabuły w kontekście historycznym wzorowo łączy kreację heroicznej Amazonki z realiami teatru wojny. A ten zabieg pozwala sprawnie podkreślić przemianę naiwnej i niewinnej dziewczyny wyrwanej z idealistycznej krainy swojego rodu, do realnego i brutalnego świata, gdzie nic nie opiera się na prostych rozgraniczeniach na czerń i biel, na dobro i zło, a rzeczywistość tonie w odcieniach szarości i niuansach dwuznaczności. Wszystko to okraszone dawką ironii i niezłych efektów specjalnych daje nam naprawdę urodzajne, widowiskowe kino, które warto zobaczyć.

„Wonder Woman” nie ma przesadnie rozbudowanej i zaskakującej fabuły, ale w przypadku filmów nakreślających genezę bohatera, to już stało się normą. Niewiele daje się wymyślić i rzadko udaje się uciec od prostego schematu inicjacyjnego dla bohaterki, która w komiksie jest już w pełni ukształtowaną personą. „Wonder Woman” sięga po scenerię wojny w celu ukazania przemiany, jaka zachodzi w młodej bohaterce (sprawnie zagranej przez piękną Gal Gadot) i choć film serwuje nam końcowy twist, to jednak całość fabuły opiera się na dość przewidywalnym schemacie. Pojawienie się młodego, brytyjskiego agenta ściganego przez Niemców, na wyspie Amazonek i pierwszy ich pojedynek z najeźdźcami stają się katalizatorem przemiany bohaterki w znaną z kart komiksu heroinę. Wieść o toczącej Europę wojnie utwierdza ją w przekonaniu, że za wszystkim stoi bóg wojny – Ares, którego ona pragnie pokonać w imię (rzecz jasna) idealistycznego większego dobra. Pragnienie bohaterstwa, pobudzane przez chęć wyrwania się spod kurateli nieco apodyktycznej i surowej matki, przypomina trochę bunt nastolatki, ale – paradoksalnie – dodaje postaci autentyczności. Naiwne przekonanie o własnych możliwościach i mocy zmierzenia się z mitycznym bóstwem przez niedoświadczone dziewczę, z jednej strony może budzić śmiech, z drugiej jednak doskonale wpisuje się w komiksowy schemat fabuły.

Umiejętne zobrazowanie, bez przesadnego realizmu, wojny i duża dawka ironii sprawiają, że film staje się przyjemną, dynamiczną produkcją, nieco kameralną, ale i obfitującą w epickie sceny (jak szturm bohaterki na niemieckie okopy). Spektakularny pojedynek finałowy zdaje się być klamrą doskonale spinającą całość opowieści. Wonder Woman ostatecznie osiąga pełnię swoich możliwości. Jej inicjacja dokonuje się, a ona sama staje się tym, kim wiemy od początku, że się stanie – superbohaterką którą znamy z kart niezliczonych komiksów.

Jako film „Wonder Woman” radzi sobie lepiej niż poprzednie ekranizacje DC. Mimo pewnego patetyzmu w kreacji, który w tym przypadku bardziej pomaga, niż przeszkadza, otrzymujemy interesujące kino rozrywkowe, idealnie wpisujące się nurt filmów pokazujących genezy komiksowych postaci. Mimo, że nie spodziewałem się wiele, dostałem naprawdę sprawnie zrealizowane kino superbohaterskie, które dla postaci Wonder Woman stało się z pewnością przepustką do filmowego uniwersum DC i punktem wyjścia do kolejnych, bardziej już rozbudowanych fabularnie ekranizacji.

Warto zobaczyć tę produkcję z kilku względów. Sprawnie zrealizowane i widowiskowe sceny batalistyczne, osadzone w scenerii I wojny światowej. Prosta, ale przyzwoicie nakreślone pochodzenie bohaterki. Piękna Gal Gadot, dobrze wpasowująca się w rolę młodej Amazonki, która przemienia się w twardą, choć nadal bardzo empatyczną, superbohaterkę. Wreszcie film z Uniwersum DC, którego twórcy ani nie muszą się wstydzić, ani za niego przepraszać. „Wonder Woman” pokazuje, że kinowe ekranizacje komiksów nie muszą kończyć się na produkcjach ze stajni Marvela, ale i jego największy konkurent nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

Polecam!

Recenzent: Mariusz „Orzeł” Wojteczek

Wonder Woman
Tytuł oryginalny: Wonder Woman
Kraj: USA (2017)
Reżyseria: Patty Jenkins
Obsada: Gal Gadot, Chris Pine, Connie Nielsen, Robin Wright
Dystrybutor:Galapagos
Mariusz

Recenzent, piszący głównie o horrorze i fantastyce, ale nie tylko. Reegularnie pisuje dla Grabarza Polskiego, RzeczGustu i Paradoks. Miłośnik komiksów, nie tylko spod znaku Marvela. Czasem także pisarz, niekiedy mówią, ze dobry. Publikował w Bramie, Histerii i Grabarzu Polskim. Prowadzi blog „Co przeczytać? – subiektywny blog literacki”. Wielki fan i propagator rodzimej sceny grozy.

Polecamy także