Artykuł

Wywiad z Thomasem Olde Heuveltem. Część II

dnia

Thomas Olde Heuvelt to holenderski pisarz, znany w Polsce (tylko) dzięki powieści „Hex” wydanej nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka (książka sprzedała się w trybie błyskawicznym i już szykowany jest jej dodruk), ale tak naprawdę to autor pięciu powieści i licznych opowiadań. Jest zapalonym wspinaczem wysokogórskim, podróżnikiem, udziela się także w mediach społecznościowych. Z tym miłym i szalenie otwartym pisarzem rozmawiał Michał, a wspólnie: rozebrali „Hex” na czynniki pierwsze, wojowali z niewygodnymi pytaniami, rozważali na tematy trudne i trudniejsze, szukali istoty holenderskiej mentalności i wiele, wiele innych.

Zapraszamy do przeczytania drugiej części wywiadu z Thomasem Olde Heuveltem.

Czujesz się osobą utalentowaną czy taką, która od wczesnych lat pracowała i udoskonalała swój warsztat, by znaleźć się w miejscu, w którym jest? Pisanie to „dar od losu” czy determinacja i ciężka praca?

Nie jestem utalentowany ani pracowity. Pomysły na książki przychodzą mi do głowy podczas seansów spirytystycznych. Wygląda to po prostu tak, że siedzę nagi, pokryty farbą i krwią, i wyobrażam sobie te historie w swojej głowie… a potem po prostu… są. Żartuję! Tak naprawdę chodzi o połączenie tych dwóch czynników. Wszyscy pisarze posiadają pewien talent, dzięki któremu mogą tworzyć wspaniałe opowieści. O wielu nakazach i zakazach uczymy się w trakcie naszej literackiej drogi. Sęk w tym, by wytrwale trzymać się owych zasad. Uwierz mi, to naprawdę ciężka praca.

Czy podczas pisania kolejnych książek zastanawiasz się nad tym, kto w głównej mierze sięgnie po twoje powieści?

Zdążyłem zauważyć, że mam wielu zróżnicowanych czytelników. Myślę, że centralną grupę stanowią ci, którzy lubią prozę Stephena Kinga. Ale nie tylko. Chodzi o szeroką grupę odbiorców, bo często widzę, że czytają mnie osoby, które na co dzień nie są fanami thrillerów ani horrorów. Otrzymałem też wiele wiadomości od czytelników z mojego kraju, którzy pisali, że kochają stosowane przeze mnie słownictwo oraz ukryte motywy moich książek. Wygląda na to że społeczność miłośników science-fiction w Stanach Zjednoczonych również docenia moją twórczość, ponieważ nagrodzili mnie nagrodą Hugo, a ja właściwie nie piszę żadnej fantastyki naukowej. Chcę po prostu docierać do ludzi z dobrymi historiami. Nie obchodzi mnie, jakie lubią gatunki.

Posiadasz swoje ulubione motto, które potrafi cię zdopingować?

Dla mnie jest to opinia Stephena Kinga, umieszczona na moim facebooku: „HEX, Thomasa Olde Heuvelta: potworna wiedźma więzi w szachu północną część Nowego Jorku. To jest totalnie, błyskotliwie oryginalna książka.”. Jeśli to nie motywuje cię jako pisarza, to co może?

Czy my, Europejczycy, możemy oczekiwać, że akcję jednej z Twoich kolejnych powieści osadzisz w Holandii? Jest to możliwe? Zapewniam cię, że wielu Twoich europejskich czytelników chciałoby tego. Kto wie, może ci z USA także?

Zdecydowanie. Akcja mojej kolejnej powieści rozgrywa się po trosze w trzech miejscach: w Amsterdamie, Nowym Jorku oraz w szwajcarskich Alpach. Uwierz mi, nie zamierzam jej przepisywać od nowa, tak jak HEXa!

Jak Twój charakter wpływa na relacje z czytelnikami? Jakie jest Twoje podejście do ludzi przychodzących na spotkania? Jesteś typem pisarza, który kumpluje się z ludźmi, czy po prostu „panem pisarzem”, który udziela informacji? Odczuwasz z tego powodu stres, a może już go pokonałeś?

Uwielbiam wychodzić na spotkania z moimi czytelnikami. Wielu pisarzy z natury jest odludkami, ale dla mnie takie interakcje to jeden z najfajniejszych aspektów literackiego rzemiosła. Bez czytelników historia w książce jest niczym, jest po prostu martwym drzewem trwającym samotnie w ciemności. A tak naprawdę opowieść jest niczym miłosna relacja między pisarzem a czytelnikiem. W pewnym momencie robi się bardzo intymna. Dlatego doceniam każdego, kto sięga po moje książki i uwielbiam spotkania z czytelnikami. Oczywiście do pisania potrzebuję odosobnienia, więc staram się tak układać terminarz, aby prezentacje i występy promocyjne oraz objazdy z daną książką oddzielać od okresów procesu twórczego.

Jakie jest twoje zdanie na temat tego, jak nowe media zmieniły rolę pisarza i relacje twórców z odbiorcami.

Uwielbiam sposób, w jaki media społecznościowe umożliwiają mi bliższy kontakt z czytelnikami na całym świecie. Jestem bardzo aktywny na Facebooku i Instagramie i uwielbiam wiadomości, które otrzymuję wielu swoich odbiorców. Próbuję odpowiadać na wszystkie i na bieżąco je komentować. To kwestia dbania o czytelnika. Jeśli ludzie podejmują wysiłek, by skomentować temat związany z moją książką, dlaczego nie miałbym podjąć wysiłku, aby poświęcić im uwagę, na jaką zasługują? Ogólnie rzecz biorąc, jest to atut, z którego pisarze mogą korzystać, ale uważam też, że twórcy powinni robić to, w czym czują się najlepiej. Niektórzy pisarze świetnie odnajdują się na Twitterze, inni to znakomici blogerzy. Akurat sam nie zaliczam się do żadnej z tych grup. A niektórzy (twórcy) nie są w ogóle obecni w mediach społecznościowych. Wolność Tomku w swoim domku.

Opowiedz nam o najbardziej nietypowych wiadomościach (listach) od czytelników. Może był jakiś dziwny stary facet albo przerażająca mała dziewczynka, z którą rozmawiałeś (lub pisałeś)? Coś, o czym długo nie zapomnisz, jak np. o tym facecie, który zapytał cię o twój rzekomy „fetysz sutków”…

Miałem kilku takich wariatów. Zawsze jacyś są. Raz korespondowałem z dziewczyną, która bardzo szybko przeszła na osobiste tematy – codziennie wysyłała mi e-maile, nawet gdy już od miesięcy nie odpowiadałem. Albo inna kobieta w Holandii, która podążała za mną wszędzie, gdzie tylko miałem jakąś prezentację, a kiedy wracałem do domu i oglądałem zdjęcia z tego wydarzenia, ona zawsze znajdowała się w rogu wszystkich tych fotografii… podobnie jak kobieta w „Klątwie”. Była trochę przerażająca, nie powiem. I wreszcie przechodzimy do recenzenta, o którym wspominasz w pytaniu. Facet wywnioskował z moich powieści, że muszę mieć jakiś fetysz sutków. Co było… nieprawdą. I niezręczne. No cóż, wszystko to w ramach mojego fachu…

Jak już wcześniej wspomniałeś w swoich wypowiedziach, przyjaźnisz się z „wieloma wielkimi autorami horrorów, redaktorami” itd. Ale jestem ciekawy, czy spotkałeś się ze swoim idolem (S. Kingiem) podczas Twojej amerykańskiej trasy [przypis red. z HEXem] w 2016r.? A może dopiero dojdzie do tego spotkania?

Nie spotkałem Stephena. Za to miałem w Bostonie występ z jego synem, Joe Hillem, który pisze niesamowite książki (jego zbiór opowiadań „20th Century Ghosts” to zdecydowanie jedna z moich ulubionych). Po prezentacji poszliśmy do sklepu z lodami. Przed nim stały dwie panie i kiedy zobaczyły, że wchodzimy, otworzyły szeroko oczy i zareagowały mniej więcej tak: „O mój Boże, o mój Boże, to Stephen King!”. Joe powiedział mi, że ciągle go to spotyka.

Czy po rocznym pobycie w Ottawie pomyślałeś o stworzeniu jakiejś strasznej historii, która miałaby miejsce w „ojczyźnie klonowego liścia”? A może w dalekiej i egzotycznej Tajlandii (bo tam też mieszka część Twojej rodziny)?

Rzeczywiście, studiowałem w Kanadzie przez jakiś czas, ale to było w 2005 roku, i od tamtej pory nie wracałem tam. Tak naprawdę napisałem krótką historię osadzoną w Tajlandii, o mitach i magii tajskiej kultury. Nosi tytuł ‘The Ink Readers of Doi Saket’ [można ją przeczytać tutaj]. Osobiście uważam ją za jedną z moich ulubionych – została też nominowana do World Fantasy Award oraz Nagrody Hugo. Gdyby nie cenne informacje, otrzymane od moich krewnych zamieszkujących północ Tajlandii, oraz czas, kiedy sam odkrywałem ten kraj, nigdy nie napisałbym tej historii.

Uwielbiasz spędzać czas w górach (tak samo jak ja) i napisałeś powieść osadzoną w górskich krajobrazach, prawda? Zastanawiam się tylko, czy ta pasja nie jest przypadkiem związana ze znaczeniem twojego nazwiska – Olde Heuvelt, które w starym holenderskim dialekcie brzmi „Stare Wzgórze”?

Jestem zagorzałym alpinistą. Wspinaczki, zarówno po skałach, jak i lodzie, stanowią dla mnie doskonałą metodę na oczyszczenie głowy. Masz rację, moja nowa powieść rozgrywa się w górach. To ta, o której wspominałem wcześniej, a propos innego pytania – jej akcję częściowo osadziłem w szwajcarskich Alpach. Tak jak „HEX” był archetypem guseł i czarnej magii we współczesnym wydaniu, tak moja nowa powieść jest współczesnym ujęciem tematu opętania. To, czego nie lubię w opowieściach o opętaniu, to fakt, że zawsze znajdę tam stricte religijną „wkładkę”: ofiarę opętuje diabeł lub demon, a potem zjawia się ksiądz dokonujący egzorcyzmów… A przecież możemy być opętani przez wiele innych rzeczy! Nowa książka opowiada o alpiniście, który miał okropny wypadek, wraca okaleczony i odkrywa, że został opętany przez duszę góry. Obiecuję, że będzie dość upiornie.

Angielskie tłumaczenie „HEX” otworzyło Ci drzwi do podróżowania po całym świecie i spotkań z niezwykle różnorodną publicznością. To miłe, prawda? A co z nami? Jak zareagujesz na słowa jednego z twoich agentów, jeśli pewnego dnia przyjdzie i powie: „Thomas, mamy zaproszenie dla Ciebie i „HEX” z Polski!”? Czy słyszałeś o naszych pięknych górach? Jesteś zapalonym alpinistą, więc może to będzie decydujący czynnik, który Cię skusi?

Bardzo chciałbym przyjechać do Polski na spotkanie z polskimi czytelnikami. Dajcie mi tylko sposobność, a przybędę. W tym roku, w ramach promowania „HEXa”, odwiedzam Francję, Czechy, Brazylię i Chiny. Uwielbiam podróżować i, jak powiedziałem wcześniej, uwielbiam poznawać moich czytelników na całym świecie. Myślę, że ważne jest, aby autorzy byli w kontakcie ze swoimi odbiorcami, bo potrzebujesz wyobraźni czytelnika, aby twoje słowa ożywały.

Zastanawiam się również, co wiesz o moim kraju? Czy możesz mi powiedzieć coś, co mnie pozytywnie zaskoczy bądź zszokuje? Śmiało, zamieniam się w słuch.

Szczerze mówiąc, niewiele wiem o Polsce, z wyjątkiem historii powszechnej. Nie odwiedziłem jeszcze Waszego kraju. Ale znam jedno słowo: Dziękuję! To, co natychmiast przychodzi mi na myśl, gdy myślę o Polsce, to straszna katastrofa lotnicza [z 2010r.], w której zginęła większość polskiego rządu i oficjeli. Pamiętam też polskiego piłkarza Andrzeja Niedzielana, napastnika, który lata temu grał dla mojego rodzinnego klubu NEC Nijmegen.

Na koniec powiedz mi: Justin Bieber czy Jon Bon Jovi? Kogo wybierasz? A może jest trzecia opcja, gdy mówimy o Twoim podobieństwie do znanych twarzy celebrytów? Wyjaśnijmy to raz na zawsze. Do kogo jesteś najbardziej podobny, Twoim zdaniem?

Haha. To chyba wymaga ode mnie podania szerszego kontekstu. Wielu fanów zawsze mówiło, że wyglądam jak Justin Bieber, z powodu mojej fryzury. Ale tak naprawdę nosiłem to uczesanie przed nim i długo też przy nim pozostałem, podczas gdy on zdążył je już zmienić (to pokazuje, że jest o wiele fajniejszym kolesiem niż ja…). Ale tak już się utarło, z tym moim uczesaniem. Pewnego dnia, gdy byłem na konwencji w Stanach Zjednoczonych, do hotelowej windy weszła pewna kobieta, zobaczyła mnie i powiedziała: „O mój Boże! Wyglądasz jak Jon Bon Jovi!”. I pomyślałem wtedy: „Tak! Wreszcie wyrosłem z Biebera!”. I bądźmy szczerzy, kto nie przedłoży Bon Jovi’ego nad Biebera, prawda? (Prawdopodobnie właśnie teraz milion nastolatek krzyczy „ja, ja, ja!”).

Pierwszą część wywiadu znajdziesz TU

Rozmawiał i przetłumaczył: Michał „LelandLester”

Kliknij na okładce i przeczytaj recenzję "Hexa".

Kliknij na okładkę i przeczytaj recenzję „Hexa”.

Michał „Leland

Recenzent. Czytelnik. Poszukiwacz dobrej literatury. Miłośnik klasyki. Sięgam po różne gatunki, nie mam jednego ulubionego. Preferuję literaturę polską, amerykańską oraz brytyjską. Nie oznacza to jednak, iż zamykam drzwi przed innymi wydawnictwami. Prowadzę blog z recenzjami Dobra Komplementarne, gdzie tytuły starsze i klasyczne przeplatają się z tymi nowszymi. Pisząc o czytaniu piszę o życiu, bo czytać – to żyć. Zawsze gotowy na dyskusję o książce.

Polecamy także