Komiks

Zabij albo zgiń, t. 1-4

dnia

Motyw wymierzania kary za zbrodnię w formie samosądów, w znormalizowanym społeczeństwie, przez jednostkę przypadkową, jest założeniem często eksploatowanym przez popkulturę. Zazwyczaj pojawia się tu kontekst zemsty za osobistą stratę bohatera, często powiązanej z pragnieniem powstrzymania dalszej fali przestępstw, ale głównie napędzanej chęcią zemsty i ukarania nie tylko winnych bezpośrednio, ale wszystkich wpisujących się w ogólny schemat wizerunku sprawcy. A kiedy za taki koncept fabuły bierze się mistrz w rodzaju Eda Brubakera, to musi wyjść dobrze.

Brubaker jest przede wszystkim królem noir. Jego seria „Fatale” (z motywem lovecraftowskim) to swoiste arcydzieło gatunku, a nie możemy zapomnieć, że scenarzysta ma jeszcze na koncie takie historie, jak „Zaćmienie”, czy „Incognito”. Nawet jego opowieści z uniwersum Marvela czy DC wybijają się ponad przeciętność historii o trykociarzach, dzięki mrocznej, gęstej atmosferze, w której autor się lubuje.

Seria „Zabij albo zgiń” to koncepcja fabuły dziejącej się współcześnie i (niezmiennie u Brubakera) nacechowanej duszną atmosferą oraz dwuznacznymi, nieszablonowymi bohaterami. Sama opowieść intryguje przede wszystkim niedookreśleniem jednoznacznej oceny głównej postaci. To młody (dobiegający trzydziestki) chłopak, któremu, cóż… w życiu nie wiedzie się najlepiej. Pogrążony w depresji, jest bliski popełnienia samobójstwa, kiedy… No właśnie. Zaserwowany tu spory zwrot fabularny mający ożywić fabułę, przywodzi na myśl klasyczne „WTF?!” Próżno szukać tu wspomnianego na wstępie motywu zemsty, a naszemu bohaterowi bliżej do serialowego Dextera Morgana, niż do postaci z filmów z Charlesem Bronsonem. Objawia się mu bowiem demon, który stawia mu ultimatum: albo będzie zabijał, albo sam zginie. Zakręcone, prawda?

W przypadku twórcy tak utalentowanego jak Brubaker, całość jest naprawdę sprawnie rozpisana i nie śmieszy, nie brzmi trywialnie, ale dobrze wpisuje się w ogólny klimat opowieści o wyborach moralnych, szukaniu sensu w życiu i próbach radzenia sobie z depresją. I nie, autor nie zaleca strzelania do ludzi, jako formy remedium na depresję.

Dylan – czyli nasz bohater – w swoim mniemaniu wybiera likwidację jedynie „złych ludzi”. To kolejny przykład antybohatera, mrocznego samozwańczego mściciela, który w imię swoich wyobrażeń o sprawiedliwości podejmuje nierówną wojnę ze zbrodnią, w sposób nieporadny i niezorganizowany. Taki, który szybko przeradza się bardziej w walkę o przetrwanie.

Kim tak naprawdę jest Dylan? To pytanie towarzyszy nam przez całość czterotomowej serii. Czy rzeczywiście to demoniczny emisariusz Piekieł zobligował go do krwawej krucjaty, którą chłopak stara się przekuć w konstruktywne i przydatne społecznie (choć wciąż nieakceptowalne moralnie) działanie? Czy może inaczej – to zamroczony chorobą umysł młodzieńca kreuje przed nim wizję jego samego jako „ostatniego sprawiedliwego”, w miejsce groźnego psychopaty, którym jest tak naprawdę? I na ile my – odbiorcy jesteśmy skłonni zaakceptować jego dwuznaczną kampanię pseudo sprawiedliwości? Czy gotowi jesteśmy oddać ciężar decyzji dotyczącej tego kto jest winny, a kto nie (wraz z wymiarem kary – tej najwyższej) samozwańczemu sędziemu i katowi w jednej osobie? Usprawiedliwimy jego działania, czy potępimy jako zbyt dwuznaczne moralnie, niebezpieczne, zagrażające postronnym i ogólnie wykraczające poza wszelkie normy społeczne?

Seria „Zabij albo zgiń” to z jednej strony mroczna i krwawa, dynamiczna historia sensacyjna. Z drugiej zaś, to swoisty moralitet na temat „winy i kary”, gdzie nie ma tak naprawdę bezpośrednich odpowiedzi. Tu nie ma czerni i bieli, nie ma jednoznacznego wskazania słuszności postępowania bohatera. Autor gra z nami praktycznie do ostatnich stron czwartego tomu, podsuwając fałszywe tropy, odsłaniając kolejne karty, które znacząco wpływają na nasze postrzeganie samej historii, oraz jej ogólną ocenę.

Graficznie „Zabij albo zgiń” stoi na znakomitym poziomie. Rysownik Sean Philips (z którym Ed Brubaker pracował już przy serii „Fatale”) doskonale czuje temat i dopasowuje staranną, mroczną kreskę do opowiadanej historii, przez co potęguje odczucie alienacji i osaczenia głównej postaci, a wykreowany świat czyni bardziej odpychającym i nieprzyjaznym.

„Zabij albo zgiń” to znakomita seria, która nie tylko porywa dynamiczną akcją, intryguje dwuznacznym wątkiem nadnaturalnym, ale też zadaje interesujące pytania o popularność antybohaterów w popkulturze. Polecam.

5 out of 6 stars

Recenzent: Mariusz „Orzeł” Wojteczek

Zabij albo zgiń, t. 1-4
Tytuł oryginalny: Kill or be Killed, Volume 1, 2, 3, 4
Scenariusz: Ed Brubaker
Rysunki: Sean Phillips
Tłumaczenie: Paulina Braiter-Ziemkiewicz
Wydawca: Non Stop Comics (2017, 2018)
Liczba stron: 126, 176, 120, 144

Tom 1:

Tom 2:

Tom 3:

Tom 4:

Polecamy także