Komiks

Zagłada Gotham

dnia

zaglada

Pamiętaj – bądź sobą. No chyba, że możesz być Batmanem. Wtedy bądź Batmanem. A jeśli możesz być Batmanem w 1928 roku, to jeszcze lepiej, c’nie?

Klimat retro w albumie „Batman: Zagłada Gotham” to tylko wisienka na torcie mrocznej opowieści, garściami czerpiącej z osławionej mitologii Cthulhu stworzonej przez H. P. Lovecrafta. Stąd komiks o Batmanie okazuje się być smakowitym kąskiem dla miłośników klasycznej grozy, ale i współczesnej popkultury. Ale po kolei.

Po latach awanturniczych przygód i podróży do Gotham wraca syn marnotrawny – Bruce Wayne. Wraz z najbliższymi współpracownikami i przyjaciółmi kończą antarktyczną wyprawę, gdzie natknęli się na coś, co trudno opisać słowami, a nawet objąć racjonalnym umysłem. Odnaleziony żywy/nieżywy członek wyprawy profesora Cobblepota nie jest skory do składania wyjaśnień, jednak wydarzenia w mieście szybko dają wyraźny znak, że wszystko ma swój czas i miejsce – choć nie wszystko jest pożądane.

„Zagłada Gotham” wplata klasyczne wątki mitologii Batmana w opowieść mocno opierającą się na wspomnianej twórczości Samotnika z Providence. I czyni to niezwykle umiejętnie, snując pełną nadnaturalnych mocy opowieść sięgającą przodków rodziny Wayne’ów, ale też przetwarzając i dopasowując do konwencji opowiadanej historii wiele innych postaci znanych z serii o Batmanie, jak np. Harvey Dent czy R’as Al-Ghul, a nawet Oliver Queen – który jednak daleki jest od swego superbohaterskiego pierwowzoru.

W ogóle motyw superbohaterski jest tu mocno zmarginalizowany. Batman jest bardziej Bruce’em, niż sobą, a całość opowieści zamyka się w schematach mrocznej i ponurej gotyckiej historii.
To mogłaby być fabuła napisana przez Alana Moore’a. Owszem, może byłaby bardziej oniryczna, niedopowiedziana, wieloznaczeniowa. Jednak wiele z klimatu „Ligi niezwykłych dżentelmenów” znajdziemy i w sposobie snucia narracji przez Mignolę, wspieranego w warstwie scenariusza przez Richarda Pace’a. Już w jego sztandarowym dziele – „Hellboyu”- dało się zauważyć, że Mignola doskonale potrafi adaptować popkulturowe motywy i nadawać im cechy mrocznej surowości. W „Zagładzie Gotham” osiągnął majstersztyk w zabawie ze znanymi wątkami komiksowych opowieści z uniwersum Batmana i stworzył wspaniałą, nastrojową alternatywę, osadzoną w latach 30. – ze wszystkimi plusami owej konwencji.

„Batman. Zagłada Gotham” to wspaniała historia będąca z jednej strony hołdem dla Lovecrafta, a z drugiej dla Batmana. I jednocześnie to znakomita synteza tych dwóch światów, zdawałoby się nadzwyczaj różnych i do połączenia niemożliwych. Fani lovecraftowskich dzieł znajdą tutaj ten sam podskórny lęk przed nieznanym, wrogim, kosmicznym złem, które jest niedopowiedziane, niezrozumiałe, nieobjęte umysłem. Ale jest, czai się gdzieś za osnową rzeczywistości, jaką znamy i tylko nieliczni potrafią dostrzec, że się zbliża.

W sukurs Mignoli przyszedł rysownik Troy Nixey, który – jak widać po niniejszym albumie – doskonale się z autorem „Hellboya” rozumie. Ich współpraca to połączenie dwóch rodzajów talentu w jedną, znakomicie nakreśloną i zilustrowaną opowieść, która okazuje się być mocno niedocenionym arcydziełem komiksu grozy. I rzecz już nawet nie w oryginalności opowieści. Bo bazując na lovecraftowskiej mitologii siłą rzeczy zakres możliwości mocno się zawęża, a pozostaje gra nastrojem, podskórnym odczuciem lęku, atmosferą… i scenerią. A za nią odpowiada właśnie Nixey (szkice) wspierany przez idealnego dla tego albumu, odpowiedzialnego za tusz Dennisa Janke – który ze swojej roli wywiązuje się znakomicie dopasowując brudne, utrzymane w stonowanej kolorystyce ilustracje do dusznej i niepokojącej opowieści Mignoli.

Całość wypada więcej niż dobrze i zaskakuje, że ten komiks nie trafił do kanonu, przynajmniej w swojej kategorii komiksów grozy. Zapożyczenia i inspiracje klasycznymi postaciami DC są delikatne, umiejętnie tonowane, by nie dać poczucia, że to kolejna na siłę tworzona alternatywa w ramach serii „Elseworld”. Podobieństwa do oryginałów są subtelne, elementarne i solidnie wkomponowane w autorską wizje Mignoli co do kreowanego przez siebie świata Batmana. To nie zwyczajna alternatywa w uniwersum DC. To synteza dwóch skrajnie obcych sobie światów, stworzona przez mistrzów w swoim fachu.

Polecam wszystkim fanom Lovecrafta, bo z pewnością ich ten komiks zaskoczy, a powinien także zaciekawić i zachwycić. Fanom Batmana polecać nie muszę, bo ich przekonywać nie trzeba. W końcu… to Batman, c’nie?

Recenzent: Mariusz „Orzeł” Wojteczek

Zagłada Gotham
Tytuł oryginalny: The Doom That Came to Gotham
Scenariusz: Mike Mignola, Richard Pace
Rysunki: Troy Nixey, Dennis Janke
Wydawca: Egmont (2004)
Liczba stron: 144
Mariusz
Recenzent, piszący głównie o horrorze i fantastyce, ale nie tylko. Reegularnie pisuje dla Grabarza Polskiego, RzeczGustu i Paradoks. Miłośnik komiksów, nie tylko spod znaku Marvela. Czasem także pisarz, niekiedy mówią, ze dobry. Publikował w Bramie, Histerii i Grabarzu Polskim. Prowadzi blog "Co przeczytać? - subiektywny blog literacki". Wielki fan i propagator rodzimej sceny grozy.

Polecamy także