Film

Zakonnica (DVD / Blu-Ray)

dnia

Od wczorajszego seansu „Zakonnicy” zastanawiam się, co mógłbym napisać o tym filmie dobrego. I wychodzi na to, że nic. Chyba tylko tyle, że mam go już za sobą. Głównym problemem nowej odsłony franczyzy spod szyldu „Obecność”, czyli „Zakonnicy”, jest zupełny brak pomysłu na wypełnienie filmu treścią. Nawet jeśli przyjmiemy, że koncept na wyjściowe założenie jakiś był, to jednak w finale dostajemy nieskładny zlepek obrazów, które nie przestraszą nikogo, a prędzej po prostu znudzą.

„Zakonnica” sięga po schemat dobrze znany – nawiedzone miejsce, w którym chrześcijańskimi okowami spętano przed wiekami wielkie zło. Rzecz jasna zło przywołane przez człowieka, które obecnie rośnie w siłę i zyskuje szansę na przedostanie się do naszego świata. Znamy to? Znamy, oczywiście. Tym razem teatrem wydarzeń jest owiany mrocznymi legendami, usytuowany w dziczy rumuńskich lasów klasztor. Kiedy popełnia w nim samobójstwo młoda zakonnica, Watykan wysyła młodą nowicjuszkę i doświadczonego w egzorcyzmach księdza, by zbadali sprawę. Oni oczywiście ofiarnie podejmują się trudnego zadania, a to z czym przyjdzie im się zmierzyć, wykracza poza granice ludzkiego pojmowania…

Podpięcie tego filmu pod znakomitą „Obecność” jest ruchem bardzo na wyrost bowiem sam film wiążą ze wspomnianą franczyzą dwie sceny i kilka pomniejszych odwołań. Równie dobrze mógłby to być film zupełnie niezależny – nadal wypadłby tak samo blado ale przynajmniej nie szkodziłby swoim poprzednikom. Sama fabuła jest niemożebnie nudna, gra wyświechtanymi i sklejonymi byle jak kliszami, ale przede wszystkim cierpi na brak sensownej obudowy głównej osi fabularnej. A potencjał niewątpliwie był. Sceneria rumuńskiego klasztoru usytuowanego w leśnych ostępach kusi szansą na nastrojowy, quasi-gotycki horror o mierzeniu się ze złem sprzed wieków.

Niestety, przez kiczowate jump scare’y i nielogiczne zachowania bohaterów całość traci siłę wyrazu, a finalny efekt bardziej śmieszy, niż przeraża. Określenie, że jest to najmroczniejsza odsłona cyklu jest w pewien sposób zasadna, jednak jest to następstwo notorycznych ciemności na ekranie, przez które chwilami naprawdę niewiele widać. To (ma się rozumieć) niestety filmowi nie pomaga, a wręcz przeciwnie – zaciemnianie obrazu tylko w niewielkim stopniu maskuje jego braki i w pewnym momencie na tyle oswaja widza, że przestaje robić jakiekolwiek wrażenie.

Reżyser, znany głównie ze średniaka „ Z lasu” („The Woods” 2005) ewidentnie nie był pewny, w którą stronę z „Zakonnicą” chce iść. Czy ma to być mroczny, nastrojowy horror, czy raczej gatunkowy pastisz (na co jednoznacznie wskazywałyby niektóre sceny). Z tego międzykonwencyjnego motania się, jego twórcy wyszło kino niedopracowane, miałkie i bez polotu. Konsekwentnie dożynające bardzo interesującą sagę, którą zapoczątkowała „Obecność”.

Nie pomagają tej produkcji ani zdjęcia Maxime’a Aleksandre’a – całkiem sprawnego przecież filmowca („Wzgórza mają oczy” 2006, „Annabelle: Narodziny zła” 2017). Nie pomaga też bardzo dobra, nastrojowa muzyka Abla Korzeniowskiego (autor ścieżki dźwiękowej do serialu „Dom grozy”). Słaba reżyseria i jeszcze słabszy scenariusz nijak nie zdołały „Zakonnicy” uratować i szczerze mam nadzieję, że franczyza dotarła (nie)szczęśliwie do końca. Osobiście bowiem wątpię, by twórcom udało się jeszcze coś ciekawego w ramach serii nakręcić.

1 out of 6 stars

Recenzent: Mariusz „Orzeł” Wojteczek

Zakonnica
Tytuł oryginalny: The Nun
Kraj: USA (2018)
Reżyseria: Corin Hardy
Obsada: Demian Bichir, Taissa Farmiga, Jonas Bloquet, Bonnie Aarons
Dystrybutor: Galapagos

Polecamy także