Film

Życzenie śmierci

Opublikował

dnia

Nowe „Życzenie śmierci” powstało po to, by frustrować. Kto kocha film z Charlesem Bronsonem, ten będzie zawiedziony brakiem odwagi i spójności drugiej ekranizacji powieści Briana Garfielda; kto kocha wcześniejsze filmy Eliego Rotha, ten będzie zawiedziony umiarkowaną intensywnością jego nowego dzieła; kto z kolei kocha sensacyjniaki z Bruce’em Willisem, ten może nie zaakceptować idola w roli szanowanego chirurga, który nawet nie wie jak się powinno trzymać broń.

No a Paul Kersey w wykonaniu Willisa początkowo faktycznie tego nie wie. To łagodny, poczciwy chłopina skupiający się na uczciwym wykonywaniu zawodu i spędzaniu czasu z żoną (Elisabeth Shue) i córką (Camila Morrone). Poza tym wiemy, że równy z niego gość, bo regularnie odpala gotówkę pozbawionemu pracy bratu (Vincent d’Onofrio) – i to właśnie przez niego wpada w pewnym momencie w tarapaty. Pewnego dnia braciszek zbyt głośno żartuje sobie w publicznym miejscu z tego jak wielką kasę zarabia Paul, co natychmiast podchwytuje znajdujący się w pobliżu zbir, do tego w sprytny sposób zdobywając adres zamożnego chirurga i podchwytując informację o tym kiedy może go nie być w domu. A że podczas późniejszego włamu nie wszystko idzie tak gładko, jak to sobie złodzieje zaplanowali, Paul będzie musiał się w końcu nauczyć posługiwania bronią, aby zemścić się za to, co uczyniono jego ukochanym kobietom…

Co prawda w pierwszym „Życzeniu…” Charles Bronson też grał poczciwca zamieniającego się w maszynę do zabijania, ale… powiedzmy, że w jego przypadku ta przemiana była bardziej przekonująca niż u Bruce’a Willisa. Ten drugi w czepku i fartuchu chirurga wygląda jak w niedopasowanym stroju na Halloween, a kiedy wreszcie wychodzi z gnatem na ulicę – szybko zaczyna sprawiać wrażenie psychopaty, który cieszy się, że wreszcie ma jakiś solidny pretekst żeby kogoś porozpruwać. No i oczywiście nawet w momentach najgłębszej żałoby usta rozciągają mu się od czasu do czasu w tym jego charakterystycznym uśmieszku. Bronsonowi wierzyłem i kiedy był ceniącym pokój architektem, i kiedy z wściekłością łapał za broń; Willis w obu wcieleniach wydaje mi się nieco podejrzany, jakby za każdym razem udawał kogoś, kim nie jest.

Dla równowagi dostajemy tutaj również bardzo naturalną, budzącą sympatię kreację Vincenta d’Onofrio oraz niezły policyjny duet Dean Norris/Kimberly Elise. Nie mogą oni niestety zabłysnąć niczym nadzwyczajnym, bo nie przewidział tego scenariusz, skupiający się w zasadzie wyłącznie na krwawych akcjach w wykonaniu Paula Kerseya. To kolejne poważne rozczarowanie, zwłaszcza, że autorem scenariusza nowego „Życzenia…” jest utalentowany i mający wprawę w tworzeniu mrocznych, wielowymiarowych arcydzieł, Joe Carnahan (to on napisał i wyreżyserował chociażby „Narc” z Jasonem Patrikiem i Rayem Liottą czy „Przetrwanie” z Liamem Neesonem). „Życzenie śmierci” Rotha nie jest niestety ani wielowymiarowe, ani nawet szczególnie mroczne. A już na pewno nie jest arcydziełem.

Z drugiej jednak strony: nie jest to film, którego nie da się obejrzeć. Więcej: to film, który ogląda się z pewną taką… grzeszną przyjemnością. „Grzeszną” – bo poważny temat powszechnej dostępności broni w Stanach Zjednoczonych traktuje w sposób czysto rozrywkowy, do tego niezbyt konsekwentny: raz z grobową powagą, a zaraz potem z wyraźnym przymrużeniem oka. Ale kto lubi oglądać fachowo zrealizowane sceny strzelanin i niezniszczalny uśmieszek Bruce’a Willisa, ten pewnie nie powinien sobie tej grzesznej przyjemności odmawiać…

Recenzent: Bartłomiej Paszylk

Życzenie śmierci
Tytuł oryginalny: Death Wish
Kraj: USA (2018)
Reżyseria: Eli Roth
Obsada: Bruce Willis, Vincent d’Onofrio, Dean Norris, Elisabeth Shue
Dystrybutor: Forum Film Poland Sp. z o.o.

zobacz w cc

Polecamy także