Muzyka

Archer – Culling the Weak

Opublikował

dnia

CullingTheWeak

Archer to metalowe trio z Santa Fe w Kalifornii, które dzieliło już scenę z takimi zespołami jak Annihilator, Black Label Society czy Hellyeah. W tym roku niezbicie udowodniło ono swoją wartość nagrywając znakomity album „Culling the Weak”.

To piękne, że wciąż są zespoły, które wolą nagrać w połowie pusty, 8-utworowy krążek niż na siłę dopakowywać go muzyką do 80 minut. Właśnie dzięki takiemu podejściu „Culling the Weak” nawet po wielokrotnym przesłuchaniu nie męczy tylko ładuje nas skondensowaną w tych kilku kompozycjach energią.

Siłę napędową zespołu stanowi Dylan Rose, który co numer imponuje zarówno fantazyjnymi gitarowymi zagrywkami, jak i mocnym, ale kiedy trzeba melodyjnym śpiewem, natomiast sekcja rytmiczna David DeSilva (bas) i Sebastian Dunkel/Alex Rivas (perkusja; w obecnym koncertowym składzie zastąpił ich już Keyhan Moini) generuje odpowiednio energiczne tło pod popisy lidera. Bez wątpienia najbardziej chwytliwym fragmentem płyty jest utwór tytułowy – tak rewelacyjne połączenie rąbliwego riffu z mózgożernym refrenem zdarza się tylko najlepszym! – ale każda z pozostałych siedmiu propozycji grupy też posiada to „coś”, co sprawia, że nieustannie chce się do niej wracać. Pierwszy w zestawie „Belief” wciąga pulsującym rytmem, a pod koniec serwuje nam konkretne przyspieszenie i ładną, nerwową solówkę. „Hurl the Cross” to riffowy slalom z nieustannymi zmianami tempa i świetnie wyważonym, wyluzowanym wokalem. Mocny, mechaniczny „World of One” mógłby stać się thrashowym hiciorem gdyby tylko muzycy Archer zdecydowali się go jeszcze trochę bardziej dociążyć. Następujące po sobie „Dawn of Dilution” oraz „King for a Day” to istne kopalnie soczystych riffów i ciętych solówek. Z kolei „Day That Never Came” zachwyca przede wszystkim wokalnym popisem Rose’a (u mnie chłop zarobił tym albumem na miejsce w czołówce metalowych śpiewaków), a finałowy „My Atrocity” – zgrabnym przejściem od akustycznego wstępu do metalowego wymiatania. Nudzić się naprawdę nie ma kiedy.

Gdyby z takim albumem wyskoczyła nagle Metallica, jej fani pewnie pialiby z zachwytu jaki to cudowny powrót do oldschoolowego grania z najlepszych lat grupy, kupując krążek w milionach egzemplarzy – a tak „Culling the Weak” pozostanie Odkryciem Roku dla grupki wtajemniczonych (przy czym, zaznaczmy, kalifornijczycy bynajmniej nie są debiutantami – grają już przecież od 11 lat). Choć może to i dobrze? Przecież nie chcielibyśmy żeby przy najbliższej okazji chłopaki z Archer uraczyli nas swoim „Load” i „Reload”…

5 out of 6 stars

Recenzent: Bartłomiej Paszylk

Archer – Culling the Weak
Label: Metalville (2015)
Dystrybutor: brak

Polecamy także