Film

Bez litości

Opublikował

dnia

Kiedy Antoine Fuqua ostatni raz pracował z Denzelem Washingtonem, widzowie otrzymali kultowy obraz „Training Day”. Nie był to może film pozbawiony wad, ale do dziś wzbudza silne emocje. Czy tak samo będzie z „Bez litości”?

Film jest kinową adaptacją popularnego pod koniec lat 80. serialu ze świętej pamięci Edwardem Woodwardem w roli głównej. Opowiadał o byłym agencie CIA, pracującym w charakterze prywatnego detektywa, który niczym współczesny superbohater pomagał wszystkim w potrzebie. Podobnie jest i tutaj – Denzel wciela się w Roberta McCalla, który starając się pomóc uzależnionej od rosyjskiej mafii nieletniej prostytutce zadziera z naprawdę groźnymi gangsterami.

Aż trudno uwierzyć, ale ten doskonały czarnoskóry aktor ma już na karku… 60 lat! Washington nieraz udowodnił już jednak, że jest prawdziwym kinowym twardzielem, wiek nie stanowi więc dla niego przeszkody. „The Equalizer” reprezentuje powolną, staroszkolną szkołę sensacyjnego kina zemsty, od którego nie można oderwać oczu. Jeśli kochaliście „Godzinę zemsty” czy „Człowieka w ogniu”, to „Bez litości” jest filmem stworzonym dla Was.

Akcja rozwija się bardzo powoli. Fuqua umiejętnie buduje napięcie przedłużając pewne z pozoru nieistotne ujęcia. Wszystko składa się jednak w spójną całość. Pracy kamery nie można niczego zarzucić, muzyka idealnie okrasza akcję, a mroczne zakamarki Bostonu kryją niejedną tajemnicę.

Osią fabuły jest pojedynek McCalla z Teddym (genialny Marton Csokas!), socjopatycznym zabójcą do wynajęcia, który ma posprzątać bałagan wywołany przez naszego bohatera. Jego bezwzględne i brutalne metody działania oraz ponadprzeciętna inteligencja czynią go bardzo trudnym przeciwnikiem. Jednak McCall sam nie jest w ciemię bity – to wybitny ekspert od walki wręcz, elektronicznych gadżetów i… wykorzystywania asortymentu sklepu budowlano-ogrodniczego na ciałach bad guyów!

Owszem, widzieliście ten film już dziesiątki razy, ale gwarantuję, że seans „Bez litości” będzie odtrutką na dynamiczne i efektowne łubudubu, jakiego teraz w kinie pełno. W pewnym sensie jest to zupełne przeciwieństwo ostatniego kinowego dzieła Fuqui – „Olimpu w ogniu”. Tutaj widz stopniowo doświadcza krwawej krucjaty głównego bohatera.

Film jest dosyć brutalny i nie waha się przed epatowaniem efektowną przemocą. Z drugiej strony, Fuqua w niektórych momentach udowadnia, że pewne rzeczy da się pokazać także poza ekranem. Umiejętnie łączy sceny walki rodem z „Tożsamości Bourne’a” z tymi charakterystycznymi dla gatunku „teen slasherów” (serio!) i robi to bardzo stylowo. Podobnie jak Denzel, któremu znów nie można niczego zarzucić. Szkoda tylko, że z czasem scenariusz rezygnuje z logiki na rzecz efektownych rozwiązań. Ale przecież czasem tego właśnie chcemy, prawda?

A w skrócie?

DENZEL FAJNIE ROZPIE****A RUSKICH! Polecam.

 5 out of 6 stars

Recenzent: Piotr Pocztarek

Bez litości
Tytuł oryginalny: The Equalizer
Kraj: USA (2014)
Reżyseria: Antoine Fuqua
Obsada: Denzel Washington, Marton Csokas, Chloe Grace Moretz, David Meunier
Dystrybutor: UIP Sp. z o.o.

Polecamy także