Muzyka

Chris Caffery – Your Heaven Is Real

Opublikował

dnia

your heaven is real

Kto nie może doczekać się premierowego materiału Savatage, ten powinien koić nerwy najnowszym krążkiem jednego z gitarzystów tej grupy – Chrisa Caffery’ego. Jasne, to nie do końca to samo, co wypieszczone albumy Savatage – choćby dlatego, że Caffery solo częściej idzie na żywioł i nie przykłada aż takiej wagi do brzmienia całości – ale i tak znajdziemy na „Your Heaven Is Real” wystarczająco dużo nawiązań do stylu tej grupy, aby poczuć satysfakcję obcowania z tymi trzynastoma utworami.

Że nie będzie lekko, zwiewnie i przyjemnie słychać już w otwierającym materiał numerze tytułowym: zaczyna się od szeptanego, filmowo-teatralnego wstępu, a potem Caffery łapie za gitarę jak za karabin maszynowy i nie przestaje do nas strzelać przez najbliższe pięć minut. Potem przeładowuje i rozpoczyna kolejny kawałek, „Arm And A Leg” – jeszcze bardziej poszarpany od poprzednika i oferujący jeszcze szerszą gamę atrakcji, w tym ładne savatage’owe melodie, szatańskie recytacje, nerwowy refren i dzikie gitarowe sola. Także w następującym po nim „Just Fine” można dosłuchać się pomysłów godnych Savatage (ten refren!), ale jako całość rzecz wypada jednak nazbyt chaotycznie; można sobie co prawda wyobrazić jak lider Savatage, Jon Oliva, siada do tej kompozycji i majstruje przy niej, przerabiając ją na kolejny godzien zapamiętania hymn swojego zespołu – ale trochę roboty jednak by z tym miał…

Na szczęście od utworu numer 4 zatytułowanego „Why?” robi się już naprawdę bardzo, bardzo ciekawie. Ten kawałek to siedem i pół minuty pełnego pasji savatage’owego grania w najlepszym stylu – co prawda balladowego, ale z odpowiednią dawką ognia, zarówno ze strony wokalisty/gitarzysty (Caffery, jak i wcześniej na solowych albumach łączy te funkcje, dodatkowo obsługując gitarę basową), jak i perkusisty (tu artystę wspomaga Brian Tichy). Mocnym strzałem okazuje się również instrumentalny „Hot Wheelz” – zgodnie z tytułem dość „wyścigowy” choć nie brak tu i stylowego zwolnienia w samym środku. A już moim absolutnym faworytem z tej płyty jest dziewiąty z kolei „Death By Design”, w którym mrok i ciężar zaskakująco dobrze komponują się z melodyjnym refrenem, a Caffery z dobrym skutkiem podrabia wokalnie mistrza Olivę. Aby trochę odetchnąć, zaraz potem otrzymujemy urokliwą, ale niespełna stusekundową instrumentalną miniaturkę „2 26 15”, zaś zaraz potem konkretny, prawie-savatage’owy hicior „Too Soon To Be Too Late”. I tak w zasadzie mógłby się ten album skończyć, bo dwa kolejne utwory – przeciągnięty ponad miarę i zbyt przewidywalny „Over and Over” oraz bezpretensjonalny, ale też nieszczególnie zapadający w pamięć „Come Home” – trudno uznać za jego najjaśniejsze punkty.

Choć więc nie jest to ani najdoskonalsze solowe dzieło gitarzysty Savatage (osobiście uważam za nie „House of Insanity” sprzed sześciu lat), ani rzecz na miarę dokonań jego macierzystej grupy, to jeśli cenicie sobie kunszt tego muzyka, nie będziecie żałować pieniędzy wydanych na ten krążek.

4 out of 6 stars

Recenzent: Bartłomiej Paszylk

Chris Caffery – Your Heaven Is Real
Label: Metalville (2015)
Dystrybutor: brak

Polecamy także