Film

Dziewczyna z pociągu

dnia

Emily Blunt błyskawicznie przeistoczyła się ze zwyczajnej aktorki w aktorkę pierwszej klasy. Choć w produkcjach filmowych pojawia się od 2003 roku, to dopiero film „Na skraju jutra”, w którym wystąpiła u boku Toma Cruise’a, otworzył jej wrota Hollywoodu. Następne kasowe produkcje, w których zagrała to „Sicario”, „Łowca i Królowa Lodu”, a ostatnio „Dziewczyna z pociągu”, w której Blunt znowu pokazała niewiarygodny wręcz talent, który przyćmił całą produkcję (choć muszę przyznać, że pomimo różnych opinii krążących na temat tego filmu, mnie całość zaskoczyła na plus).

Rachel codziennie dojeżdża do pracy pociągiem i mija osiedla domków jednorodzinnych. Przypatruje się przez szybę życiu innych ludzi. Życiu według niej idealnemu, które sama utraciła bowiem Rachel jest kobietą po przejściach, która zagląda do kieliszka zdecydowanie zbyt często. Pewnego dnia obserwowana przez nią kobieta znika w tajemniczych okolicznościach, a Rachel wydaje się, że może wie coś więcej na ten temat. Właśnie… wydaje jej się… Urwane filmy, zaniki pamięci i trudności z odróżnieniem zdarzeń prawdziwych od zwidów są codziennością bohaterki, dlatego tak trudno jest komukolwiek uwierzyć w jej sensacyjne opowieści.

Obsada „Dziewczyny z pociągu” zapowiadała się naprawdę rewelacyjnie, jednak sposób ukazania bohaterów sprawił, że stracili wielowymiarowość i zamiast intrygować irytowali. Jedynie Blunt, pomimo mętnego wzroku i postawy menela klasy średniej, błyszczała na ekranie. Kamera w jej przypadku była doskonałym przewodnikiem emocji, reagowała na każdy nawet najmniejszy jej gest, mimikę twarzy. Niestety takich emocji u widzów nie udało się wywołać ani Rebecce Ferguson (grającej nową żonę byłego męża Rachel), ani tym bardziej Hayley Bennett (wcielającej się w poszukiwaną Megan). Przy czym pierwsza z nich i tak była ciekawsza. Niestety ekranowa Megan oprócz pięknej twarzy i ciała nie ma do zaprezentowania zbyt wiele. Dlatego właśnie przy momentami żenującej i wzbudzającej dość jednoznaczne emocje, ale wyjątkowo realistycznej i skomplikowanej Rachel, reszta pań wypada po prostu nijako.

Nie znam literackiego pierwowzoru scenariusza do filmu, jednak spotkałam się z opiniami, że nie jest to literatura wysokich lotów i wielu czytelników po lekturze było zawiedzionych. Mnie fabuła filmu wciągnęła, co jest na pewno zasługą zgrabnej narracji i montażu, który sprytnie mieszał wydarzenia i wprowadzał delikatny chaos, który doskonale odzwierciedlał pijackie majaki bohaterki. Trudno oczywiście nie zauważyć, że „Dziewczyna z pociągu” to kino przeciętne, nastawione na odniesienie jednorazowego sukcesu, bez ambicji by stać się dziełem kultowym. Jednak to także produkcja warta obejrzenia, chociażby ze względu na wspaniałą główną bohaterkę. Nawet jeśli zakończenie Was nie zaskoczy (choć może to zrobić) to na pewno nie będziecie się nudzić na seansie. Wydaje mi się nawet, że kino jest właśnie idealnym miejscem do obejrzenia tej produkcji bowiem ujęcia oraz filtry obrazu, tak wyraźne i stymulujące na wielkim ekranie, podczas seansu domowego mogą już nie wywołać silnych wrażeń.

4 out of 6 stars

Recenzent: Żaneta „Fuzja” Wiśnik

Dziewczyna z pociągu
Tytuł oryginalny: The Girl on the Train
Kraj: USA (2016)
Reżyseria: Tate Taylor
Obsada: Emily Blunt, Haley Bennett, Rebecca Ferguson, Justin Theroux
Dystrybutor: Monolith Films

zobacz w cc

Polecamy także