Literatura

Edward Lee – Kartki wyrwane z podróżnego dziennika

Opublikował

dnia

patronat

„Kartki wyrwane z podróżnego dziennika” to kolejna — po „Zgrozie w Innswich” (2010; wydanie pol. 2017) — uprzystępniona rodzimemu odbiorcy próba zmierzenia się z legendą Howarda Phillipsa Lovecrafta w twórczości Edwarda Lee. Tym razem jednak, przeciwnie niż w poprzedniej opowieści, nie podążamy wraz z bohaterem tropem pisarza, lecz towarzyszymy mu w jego podróży do Nowego Orleanu. Można by spytać, czy miała ona istotnie miejsce, jednak kogóż to obchodzi?, zdaje się sugerować Lee, tworząc fikcyjny epizod z życia „samotnika z Providence”. Istotnie: wbrew tytułowi, sugerującemu zakorzenienie utworu w literaturze faktu, mamy do czynienia z „łże-dziennikiem”, poświęconym zdarzeniom nie mającym miejsca i nie odnotowywanym przez biografów Lovecrafta. To jednak, że wydarzenia, których jesteśmy świadkami podczas lektury powieści Lee nie zostały uwzględnione w oficjalnym życiorysie Lovecrafta, nie musi oznaczać, iż nie miały miejsca — tym bardziej, że okoliczności odnalezienia i podania do druku owych zapisków w pełni usprawiedliwiają potencjalną „białą plamę” w biografii pisarza. Lee wykorzystuje w tym celu znany od dawna skonwencjonalizowany chwyt „pamiętnika znalezionego w…”. Zarazem jednak czyni to w sposób na tyle ostentacyjny, by czytelnik nie miał wątpliwości, że zaproponowana mu gra polega nie tyle — i nie tylko — na osadzaniu kreowanej opowieści w kontekście twórczości samego Lovecrafta: taką funkcję zdają się spełniać uwagi na temat wyglądu kierowcy autobusu i rozważania pisarza, w jaki sposób wykorzystać go w planowanej opowieści, bądź umieszczenie akcji pośród pustkowi — tym razem nie Nowej Anglii, lecz Wirginii, jednak funkcjonalnie oba tereny pełnią tę samą rolę.

O wiele istotniejsze podczas lektury „Kartek wyrwanych…” są bowiem nie skojarzenia z imaginarium Lovecrafta, lecz doświadczeniem kulturowym, związanym ze znajomością elementarnych rozwiązań i ich wariantów znanych odbiorcy z własnych lektur „opowieści z dreszczykiem” przy czym — zaznaczmy to już teraz — musi to być, zgodnie z adnotacją na okładce, czytelnik dojrzały nie tylko wiekiem, ale i stażem lekturowym. Tym bardziej, że przywoływane przez Lee rozwiązania, podobnie jak przemiany estetyki od klasycznej historii grozy po warianty horroru gore uwzględniają też nurt horroru ekstremalnego, pozostający zarazem ostatecznym punktem odniesienia dla utworu Lee (w tym sensie można uznać tę opowieść za mającą charakter autotematyczny).
Możemy zatem spojrzeć na „wirgiński epizod” z życia Lovecrafta, jako na katalog motywów i schematów tyleż łatwo rozpoznawalnych, co ostentacyjnie spetryfikowanych, które zostają sfunkcjonalizowane w duchu pisarstwa tego autora. Toteż nieprzypadkowo zgroza wdziera się w rzeczywistość przedstawioną powoli, narastając wraz z piętrzeniem się zbiegów okoliczności tak, aby przestawały one mieć charakter przypadku: usterka silnika autobusu; pogłoski o „ludziach z pustkowi”; wreszcie sami współpasażerowie, budzący w protagoniście irracjonalny lęk to sygnały znane czytelnikom Lovecrafta z wielu utworów.

Z owego „katalogu niesamowitości” zdaje się wyłamywać niespodziewany przyjazd cyrku, oferującego różne atrakcje pokrewne modnym ówcześnie freak show i udział głównego bohatera w egzekucji. Jest to jednak odstępstwo pozorne bowiem zarówno charakter cyrkowych rozrywek, jak i przebieg kaźni, potencjalnie mogłyby pojawić się w opowieściach Lovecrafta, gdyby tworzył on współcześnie, wyzwolony z opresyjnego charakteru swoich czasów. Być może jest to zatem również opowieść o przemianach stosowności w ukazywaniu tego, co społecznie wyparte, a co staje się coraz istotniejszym kulturowo tematem (po)nowoczesnej opowieści grozy.

Na szczególną uwagę zasługuje inwencja tłumacza celnie oddającego fonetyczne i fleksyjne osobliwości dialektu, którym posługują się autochtoni, odróżniającego ich od protagonisty, a zarazem współtworzącego językowy obraz postaci. Zarazem niestety, lekturową (nie)przyjemność umniejszają znacząco usterki ortograficzne i interpunkcyjne. Ich obecność dziwi tym bardziej, że dotychczasowe publikacje oficyny „Dom Horroru” były ich pozbawione. Miejmy zatem nadzieję, iż to jedynie chwilowy spadek formy.

4 out of 6 stars

Recenzent: Adam Mazurkiewicz

Edward Lee – Kartki wyrwane z podróżnego dziennika
Tytuł oryginalny: Pages Torn From a Travel Journal
Tłumaczenie: Radosław Jarosiński
Wydawca: Dom Horroru (2019)
Ilość stron: 96

Polecamy także