Film

Ekstaza (Kino / Fest Makabra 4)

dnia

Jeśli chodzi o wampiry to bliżej mi do „Draculi” z Garym Oldmanem, aniżeli „Zagadki nieśmiertelności” z niezapomnianym Davidem Bowie. Dotychczas przemieszczałam się między takimi dwoma klimatycznymi biegunami kina wampirycznego, i choć wampiry, jak żadne inne istoty, doskonale nadają się do prezentowania w zmysłowych, często romantycznych (w klasycznym znaczeniu tego słowa), a nawet erotycznych produkcjach, to jednak tego co dostałam w „Ekstazie” się nie spodziewałam. Nowy film Joego Begosa (również na podstawie jego scenariusza) to mocne kino, w którym artystyczne wizje przeplatają się z narkotycznymi tripami, a brutalne sceny równoważy w większości ich zmysłowy erotyzm.

Młoda malarka Deezy cierpi na kryzys twórczy, który pragnie przepędzić sięgając po raz kolejny po używki. Znajomy diler proponuje jej nowy towar, po który dziewczyna ma totalny odlot – noc spędza w ramionach koleżanki i jej partnera, jednak na drugi dzień budzi ją coś więcej niż kac i zmęczenie…

„Ekstaza” to film specyficzny, który na pewno nie znajdzie swojego odbiorcy w przeciętnym miłośniku grozy, przede wszystkim dlatego, że jest to produkcja, która wcale nie przeraża. Myślę, że można ją za to nazwać szokującą, czy awangardową – te określenia zdecydowanie bardziej oddają jej nietypowy klimat. Ziarnisty obraz nadaje jej charakteru filmów z VHS lat 90’, a całość dopełnia ciężka muzyka, która sprawia, że pod względem artystycznym „Ekstaza” staje się niemal dziełem kompletnym.

Do pracy przy filmie zatrudniono mało znanych aktorów, co samo w sobie nie jest oczywiście kłopotem. Problemem jest dla mnie wyraźny brak warsztatu i to właśnie ten aspekt filmu jest dla mnie bolączką. Na Dorę Madison, wcielającą się w postać głównej bohaterki, po prostu nie mogę patrzeć – moim zdaniem brak jej naturalności: pierwsze dialogi, które prowadzi kaleczą uszy, później jest nieco lepiej, ale poziom irytacji względem tej bohaterki, wraz z rozwojem seansu, jedynie malał ale nie zniknął całkowicie. Zresztą nie ma w tym filmie ani jednego aktora, o którym mogłabym powiedzieć, że fantastycznie odegrał swoją rolę i mnie zachwycił. Za to jak już wspominałam wcześniej, pod względem wizualnym i dźwiękowym film jest majstersztykiem, który hipnotyzuje, nie tylko ze względu na szalony montaż, oraz grę kolorów i świateł wywołujących poczucie niepokoju i odrealnienia.

Zastanawiam się jednak, czy prócz walorów estetycznych i artystycznych film niesie ze sobą, jakąś głębszą myśli… Trudno to stwierdzić jednoznacznie bowiem reżyser dość swobodnie prowadzi tu narrację, a zamiast symboliki stawia na mniej wymowne (choć bardzo efektowne) elementy dźwiękowo-obrazowe, które gwarantują wrażenie narkotycznych odlotów ale pozwalają tym samym na mnogość interpretacji.

Ten film to dzieło przez duże D! Bardzo specyficzne, nietypowe i dziwne, a jednak przyciągające i robiące ogromne wrażenie. Nawet jeśli fabularnie ten film nie trafi do masowego/przeciętnego odbiorcy, to wierzę, że każdy będzie w stanie go docenić, jako naprawdę kawał świetnej kreacji artystycznej.

4 out of 6 stars

Recenzentka: Żaneta Fuzja Krawczugo

Ekstaza
Tytuł oryginalny: Bliss
Kraj: USA (2019)
Reżyseria: Joe Begos
Obsada: Dora Madison, Rhys Wakefield, Jeremy Gardner, Tru Collins
Dystrybutor: Kino Świat

Polecamy także