Komiks

Grass Kings, tom 3

dnia

Z trzecim (i ostatnim tomem) „Grass Kings” mam pewien problem. Z jednej strony to komiks namalowany równie pięknie co dwa wcześniejsze albumy, jednak w warstwie fabularnej przynosi swoisty zawód. Owszem, poznajemy tajemnicę zbrodni sprzed laty, jednak rozwiązanie tej zagadki okazuje się dość płytkie. Ostateczny finał nieco podbija ocenę, jednak pewien niedosyt pozostaje.

Pod względem graficznym „Grass Kings” to arcydzieło. Naprawdę dawno nie widziałem tak pięknie namalowanego komiksu. To doprawdy wielki pokaz talentu Tylera Jenkinsa, który awansował w moim osobistym rankingu do pierwszej piątki najlepszych rysowników. W warstwie scenariusza jest dobrze, jednak nie idealnie. Samo sedno kryminalnej historii okazuje się mieć nieco zbyt trywialne rozwiązanie, pozbawiając całość historii elementu rzeczywistego zaskoczenia. Całość spłyca także motywacja mordercy (której nie zdradzam, rzecz jasna, by uniknąć spoilerów). Jednak nie umiem uznać inaczej – album, który w warstwie scenariusza fascynował niepomiernie od pierwszej strony, w finale traci dużo ze swej siły wyrazu. Być może Matt Kind zbyt mocno nadmuchał balon oczekiwań, aż ten pękł i pozostawił poczucie zawiedzionych oczekiwań. A szkoda, bo „Grass Kings” miał szansę na miano arcydzieła, które jednak tylko otarło się o to miano, przez spłycenie głównej, kryminalnej tajemnicy. Mimo wszystko finał nieco podnosi ocenę. Choć, jak wspomniałem, motywacja mordercy pozostawia wiele do życzenia (jak i ujawnienie jego tożsamości), to muszę przyznać, że Kindt nieco ratuje sytuację kreśląc w ciekawy sposób ostatnie strony opowieści.

Mimo, że album nie jest tak doskonały, jak poprzednie dwa, to jednak nadal pozostaje na poziomie bardzo dobrym. Całość historii mogłaby być nieco dłuższa, autor scenariusza mógłby nieco rozwinąć znakomicie przygotowane wątki poboczne, opowiadające o skomplikowanych losach i wzajemnych relacjach mieszkańców Królestwa Traw. Bo rzeczywiście finał sprawia, że żal mi jest kończyć lekturę tej historii. Chciałoby się jeszcze w Królestwie zostać. Odsłaniać kolejne sekrety, uroki, całą tę odmienność niezwykłej enklawy. I nawet niewielki zawód wynikający z rozwiązania zagadki kryminalnej nie umniejsza mojego zachwytu nad serią. To nadal cykl znakomicie przygotowany graficznie, i – mimo finalnego niedociągnięcia – naprawdę dobrze napisany. Postacie są nakreślone starannie, z rozbudowaną osobowością, dynamiczne, interesujące. Autor prowadząc nas przez całą historię myli tropy, rzeczywiście nie pozwalając zbyt wcześnie odkryć, kto jest winny i może właśnie to przynosi zawód – rozwiązanie zbyt proste, zbyt trywialne?

Nie zmienia to faktu, że „Grass Kings” powinien trafić do każdego szanującego się zestawienia komiksowych hitów tego roku. Przez swoją poetykę opowieści, przez ciekawą koncepcję scenografii dla fabuły, przez znakomicie nakreśloną grupę społeczną outsiderów próbujących skonstruować – mozolnie, ale niekoniecznie udanie – swój własny kawałek świata. Jedynym mankamentem tej serii jest słabo zakończona historia kryminalna, przez co to co wzbudzało wiele emocji i urozmaicało obyczajową opowieść, okazuje się być kamieniem ciągnącym w dół. Mam wrażenie, że gdyby Kindt skupił się tylko na opowieści o skomplikowanych relacjach społecznych w Królestwie i ich nieporadnych konfrontacjach z resztą świata, wyszłaby o wiele lepsza historia – autor nie udźwignął wątku kryminalnego, zwłaszcza w zakończeniu. A szkoda. Mimo tej wady polecam, bo choćby dla warstwy graficznej warto „Grass Kings” poznać. A prócz jednego wątku, cała reszta jest wykreowana po prostu znakomicie!

5 out of 6 stars

Recenzent: Mariusz „Orzeł” Wojteczek

Grass Kings, tom 3
Tytuł oryginalny: Grass Kings, vol. 3
Scenariusz: Matt Kindt
Rysunki: Tyler Jenkins
Tłumaczenie: Grzegorz Drojewski
Wydawca: Non Stop Comics 2019
Liczba stron: 128

Polecamy także