Komiks

Infidel

dnia

„Infidel” to komiks niezwykle mocno zaangażowany społecznie i politycznie, co jednocześnie nie przeszkadza mu w byciu pełnokrwistym horrorem, który doskonale spełnia się w obrębie własnego gatunku. Plusem tego albumu jest też to, że swoim zaangażowaniem pokazuje, iż komiks może i potrafi poruszać trudną, czy też problematyczną tematykę współczesnego świata, w sposób w pełni adekwatny, nie naruszający ani wagi problemu, ani nie pozbawiający go cech należnych temu medium.

Młoda amerykanka arabskiego pochodzenia wprowadza się do starej kamienicy, w której, jak się okazuje, czai się zło czerpiące swoją siłę z ksenofobii. Ogólna niechęć i podejrzliwość mieszkańców okazują się katalizatorem niepokojących, a z czasem i makabrycznych zdarzeń, a życie bohaterki i jej najbliższych staje się zagrożone…

Pornsack Pichetshote sięgnął po temat mocno dyskusyjny i gorący już od dawna, ale udało mu się spojrzeć na niego z szerszej perspektywy, nie opowiadając się tylko po jednej ze stron (zwykle o radykalnym odłamie), ale także ująć problem całościowo, w myśl – często ignorowanej – zasady, że prawda leży pośrodku. To sportretowanie społeczeństwa, które żyjąc w takich, a nie innych czasach, mierzy się (bo musi) z określonymi lękami, nie koniecznie nieuzasadnionymi, jednak takimi, które łatwo katalizują niechęć i agresję wobec osób postronnych, zwyczajowo niewinnych, ale możliwych do ujęcie pod wspólnym mianem „wroga”. Generalizowanie samo w sobie jest złem, a posądzanie jednostki o grzechy całej nacji, religii itd. to najpoważniejszy problem dzisiejszych czasów. O tym właśnie opowiada „Infidel”, ale robi to w oprawie czysto horrorowej – mocnej, dynamicznej, świetnie operującej jump scare’ami i potrafiącej autentycznie przerazić, nic nie tracąc ze swojego gorzkiego wyrazu i jasnego społeczno-politycznie zaangażowanego wydźwięku.

To tytuł z jednej strony ważny bowiem nie generalizujący racji jednej ze stron, ale starający się pokazać szerszy kontekst, z jednoczesnym brakiem rezygnacji ze swoistej lekkości formy, jaką jest tak popkulturowe medium, jak komiks. I ani jeden, ani drugi element na tym nie traci, a wręcz przeciwnie – dobrze się uzupełniają, łączą ze sobą, przeplatają w fascynującej, mrocznej i strasznej opowieści o demonach w starym domu. Pichetshote mówi o rzeczach pozornie oczywistych: że współczesna Ameryka się boi i że ma ku temu powody bowiem jest zagrożona. Mówi też jednak o tym, że owa Ameryka generalizuje osądy, lokuje swoją niechęć (wynikającą ze wspomnianych lęków) bardzo ogólnikowo, obierając za cel wszelką obcość, chętnie wspólnym mianownikiem „wroga” określając wszystko, co zwyczajnie obce kulturowo i choć odrobinę odmienne. I nieważne jest czy to zasadne, czy nie, wystarczy cień podejrzenia, niedopowiedzenie, czy zwyczajny brak chęci do relacji, rozmowy. Mieszkańcy kamienicy (będącej poniekąd jednym z równorzędnych bohaterów komiksu, jak i głównym miejscem akcji), okopują się w swoich – z góry przyjętych – racjach, i mimo że usiłują udawać otwartość, akceptację, poszanowanie inności, to w głębi toczy ich rak podejrzliwości, niechęci, ksenofobii. Odmienność od ich wyznawanego wzorca społecznego z założenia musi być złem, zagrożeniem status quo, czymś, co należy nienawidzić. A w wyniku tego rzeczywiste zło przemyka niezauważone, może rozwijać się, rozsiewać swoje zbrodnicze owoce.

„Infidel” to z jednej strony ważny i ciekawy głos w debacie o społecznych problemach współczesnej Ameryki – ale nie tylko Ameryki, bo czy tak trudno byłoby przetransferować tę fabułę do Polski, do jednej z np. warszawskich kamienic? Sądzę, że siłą opowieści Pichetshote’a jest jej uniwersalizm, co z jednej strony zachwyca (w sensie literackim), ale jednocześnie smuci i przeraża w sensie społecznej zasadności tej kreacji w odniesieniu do realu i umiejętnego odwzorowania współczesnych postaw. Etykietka, jaką otrzymuje w tym albumie społeczeństwo – jako ogół – zasmuca bo jest, niestety, bardzo prawdziwa.

Graficznie to jeden z ciekawszych albumów, na jakie trafiłem. Specyficzna kolorystyka i ostra kreska sprawiają, że komiks wzbudza adekwatne dla swej gatunkowej wagi odczucia. Trzeba przyznać, że Aaron Campbell i José Villarrubia świetnie poradzili sobie z tematem ilustrując tę nietypową fabułę Pitchetshote’a. Można by się czepiać, że to próba podpinania się pod temat nośny, drażliwy społecznie, kontrowersyjny, niby niczego nowego nie omawiający, a jedynie próbujący wznieść się na fali własnej, tematycznej kontrowersyjności, ale „Infidel” to naprawdę dobrze skrojona, nietendencyjna historia, która stara się transformować na język komiksowego medium ważną, popularną obecnie w społecznym dyskursie problematykę, unikając oczywistych odpowiedzi, a jedynie zadając umiejętnie pytania. I przy okazji potrafi przerazić jak cholera. Czego chcieć więcej?

5 out of 6 stars

Recenzent: Mariusz „Orzeł” Wojteczek

Infidel
Tytuł oryginalny: Infidel
Scenariusz: Pornsack Pichetshote
Rysunki: Aaron Campbell, José Villarrubia
Tłumaczenie: Małgorzata Jasińska
Wydawca: Non Stop Comics (2019)
Liczba stron: 168

Polecamy także