Muzyka

John Carpenter – Lost Themes

Opublikował

dnia

lost_themes

Nigdy nie jest zbyt późno by debiutować. Taka myśl może pojawić się w głowie po wysłuchaniu „Lost Themes” pierwszej płyty sześćdziesięciosiedmioletniego reżysera Johna Carpentera. Może, ale czy jest to uczciwe postawienie sprawy, biorąc pod uwagę, że twórca skomponował wcześniej muzykę do dwudziestu ośmiu filmów, w tym większości własnych. Trudno sobie dziś zresztą wyobrazić inny motyw przewodni do „Halloween” niż ten zagrany (i nagrany) przez reżysera. Kto ma kiepską wyobraźnię niech sięgnie po inną wersję filmu o Michaelu Myersie, gdzie za kamerą stanął inny muzykujący reżyser (czy raczej reżyserujący muzyk) Rob Zombie… Idźmy jednak dalej – znakomita, autorska ścieżka dźwiękowa wypełniała również inne filmy Carpentera – „Atak na 13 posterunek”, „Mgła”, „Wielka draka w chińskiej dzielnicy”, „Książę Ciemności”, „Christine”, czy moje ulubione „W paszczy szaleństwa”. Nie bez powodu wspominam o tych produkcjach. Mimo że powstały one w latach 70. i 80. ubiegłego wieku, ich echa pobrzmiewają na „debiutanckim” albumie reżysera „Coś”.

Nie wierzę, by ktoś nie kojarzył choćby nazwiska Carpentera, ale dla „spokojności” przypomniałem kilka jego najważniejszych dzieł i dorzucę jeszcze trzy, bez których jego dorobek nie byłby kompletny: „Ucieczka z Nowego Jorku”, „Ucieczka z Los Angeles” i jego ostatnie jak dotąd arcydzieło, krótki odcinek „Masters of Horror” zatytułowany „Cigarette Burns” będący niewątpliwie najjaśniejszym punktem tej nierównej serii. Komu łza się w oku kręci na wspomnienie tych filmów, kto zaraz zapałał myślą odświeżenia sobie przynajmniej kilku z nich, ten bez wątpienia uraduje się zawartością tego niespełna pięćdziesięciominutowego krążka. Każda z zamieszczonych tu kompozycji mogłaby spokojnie trafić do jednego z powyższych soundtracków, a w niektórych przypadkach mogłaby nawet pełnić rolę motywu przewodniego – weźmy choćby takie wybitnie wpadające w ucho „Abyss”.

Bo że wszystko jest zadziwiająco filmowe, to chyba nikogo nie zaskoczy. Carpenter korzysta głównie z klawiszy i syntezatorów, ale w niektórych momentach nie zawaha się podkreślić dramaturgii odpowiednio stonowaną gitarą, czy mocniejszymi uderzeniami (automatycznej) perkusji. I choć daleko mu do Jeana Michelle’a Jarre’a czy Vangelisa, to we wspomnianym „Abyss” da się odnaleźć naleciałości wspomnianych panów, tak jak w klawiszowych ekspresjach „Obsidian” pobrzmiewa wczesny Pink Floyd.

Nie dajmy się jednak zwariować. Nie o porównania tu chodzi, lecz o nastrój, klimat wykreowany do filmu, jaki nigdy nie powstał. I czy obrazy pojawiające się w głowie są bardziej sensacyjne („Vortex”), czy fantastyczne („Mystery”), czy groźne („Fallen”), jedno nie ulega wątpliwości: to bardzo dobra płyta otwierająca w wyobraźni miejsca, gdzie, parafrazując klasyka, „trawa była zieleńsza”, a filmy straszniejsze. Zadziwiające, że całość jest niezwykle spójna, bez zbędnych dłużyzn (większość kompozycji mieści się w czasie niecałych pięciu minut) i tylko „Domain” sprawia wrażenie nadmiernie przeładowanego pomysłami. Reszta rozwija się idealnie, od cichych zazwyczaj wstępów pojedynczych instrumentów wprowadzających motyw przewodni (fenomenalny „Mystery”), po narastający finał (tu z kolei prym wiedzie „Wraith” z mocnym wejściem gitary), udowadniając, że wbrew opiniom licznych, czas da się zatrzymać, a magiczne chwile zamknąć w jednym miejscu. Szukajcie ich w zaginionych motywach mistrza Carpentera.

5 out of 6 stars

Recenzent: Łukasz Radecki

John Carpenter – Lost Themes
Label: Sacred Bones (2015)
Dystrybutor: brak

Polecamy także