Muzyka

Masters of Metal – From Worlds Beyond

Opublikował

dnia

masters of metal fwb

To nie jest płyta dla zwolenników nowoczesnego metalu. Nie zachwycą się nią też ci, którzy kochają wypolerowaną produkcję i stadionowe refreny albo romantyczne power ballady. Za to jeśli cenicie sobie chropawy metal w wydaniu Liege Lord, Vicious Rumors albo Agent Steel, długo nie będziecie mogli wyjąć „From Worlds Beyond” z odtwarzacza!

No ale też trudno się temu dziwić, skoro w składzie Masters of Metal mamy cały trzon ostatniej z wyżej wymienionych grup (bez wokalisty Johna Cyriisa, którego obowiązki przejął w tym wypadku gitarzysta Bernie Versailles) i panowie najwyraźniej postanowili grać pod nowym szyldem dokładnie to, co zawsze wychodziło im najlepiej, a nie bawić się w jakieś ryzykowne stylistyczne eksperymenty. „From Worlds Beyond” to ich pełnowymiarowy debiut (poprzedziła go wydana dwa lata temu EP-ka „Masters of Metal”) – mocny i obiecujący, choć może nie od razu idealny.

Przede wszystkim, warto zaznaczyć, że Versailles zaskakująco dobrze radzi sobie za mikrofonem. Potrafi i dziarsko pokrzyczeć, i powalczyć z bardziej melodyjnym śpiewaniem – w takich „Third Eye” czy „Into the Vortex” zapożycza się nawet trochę u Joeya Belladonny z Anthrax. Nie rozczarowują też dziarskie partie gitar, zarówno w wykonaniu Versaillesa, jak i Juana Garcii (który poza grą w Agent Steel udzielał się również w Evildead czy Body Count). Raz są szybkie i nerwowe (jak w otwierającym album „Supremacy”, „Tomb of Ra” albo na początku „Evolution of Being”), innym razem bardziej przestrzenne i pokombinowane (jak w moich ulubionych „Third Eye”, „Eclipse” i chwalonym już wcześniej „Into the Vortex”), ale zawsze czuć, że to robota zawodowców, którzy na tego typu granie poświęcili kawał życia. Do tego raczej nie można narzekać na jednostajność kompozycji, skoro poza fragmentami speed i thrash metalowymi (czasami kojarzącymi się nawet z graniem w stylu Slayera), znajdziemy tu również echa klasycznego, ejtisowego heavy (w takim „World Left In Cinders” kłaniają się przez chwilę mistrzowie z Iron Maiden w najwcześniejszym wydaniu). Nie przekombinowano też z brzmieniem – jest nowoczesne, ale nie tak wypolerowane jak w przypadku metalowych grup wojujących na szczytach list sprzedaży. To się chwali – bo jednak trudno przywoływać ducha dzikich lat 80. i 90. bez choćby symbolicznego przybrudzenia wygrywanych dźwięków.

Wielkim finałem „From Worlds Beyond” miał być utwór „Vengeance & Might” z Jamesem Riverą z Helstar jako gościnnym wokalistą – i to w zasadzie jedyny numer, który tu Mistrzom Metalu nie wyszedł. W tym wypadku jest jednak trochę zbyt dziko, chaotycznie i brudno – a Rivera wcale nie przyćmiewa swoim popisem wokalnej roboty, jaką we wcześniejszych dziesięciu kawałkach wykonał Versailles. Co oczywiście nie zmienia faktu, że każdy, kto kocha szybkie, konkretne metalowe granie powinien się w debiutanckie dzieło Masters of Metal zaopatrzyć. I trzymać kciuki za to żeby Versailles powrócić do pełni sił (przed ukończeniem płyty zapadł w śpiączkę wywołaną przez tętniaka mózgu, obecnie przechodzi rehabilitację) i nagrał ze swoją nową grupą jeszcze niejeden krążek.

4 out of 6 stars

Recenzent: Bartłomiej Paszylk

Masters of Metal – From Worlds Beyond
Label: Metalville (2015)
Dystrybutor: brak

Polecamy także