Muzyka

Raubtier – Bestia Borealis

Opublikował

dnia

raubtier_bb

Zawsze kiedy słucham Rammsteina zastanawiam się dlaczego nikt do tej pory nie podążył ścieżką tej formacji, czyniąc ją tym samym jedną z najoryginalniejszych na świecie. Potem trafiają mnie się epigoni pokroju Raubtier i wszystko staje się jasne. Naśladowanie Rammsteina po prostu nie wychodzi. Muszę przyznać, że niemiecki sekstet nie jest jedynym źródłem inspiracji omawianej grupy, jednak nie sposób uciec od porównań kiedy oś każdego numeru stanowi rwana rytmika gitarowa poparta mechanicznym łomotem perkusji, a wokalista w swym ojczystym języku wykrzykuje słowa kolejnych utworów nie oddalając się specjalnie od Lindemana. I co z tego, że czasem gdzieś pobrzmi Laibach, innym razem Die Krupps, Oomph! W refrenach zaś nierzadko pobrzmiewa… Sabaton! Nic dziwnego, skoro oba zespoły pochodzą ze Szwecji i zdążyły się zaprzyjaźnić na wspólnych trasach, do tego stopnia, że Sabaton na limitowanej wersji swojego ostatniego albumu „Heroes” zamieścili nawet cover Raubtiera. Niemniej słuchając płyty odnosi się wrażenie, że wszystko to już gdzieś było i nie sposób znaleźć tu cokolwiek oryginalnego.

Jeśli jednak już przyjmiemy konwencję w jakiej porusza się zespół, okazuje się, że ta mieszanka industrialnych brzmień i ciężkich riffów jest całkiem strawna a miks Rammsteina i Sabatona (najlepszy przykład „Lebensgefahr”) ma w sobie coś, co powoduje, że noga zaczyna mimowolnie przytupywać w rytm ciosanych riffów. Każdy z utworów cechuje się też niebanalną przebojowością, co znów kieruje podobieństwa w stronę Sabatona, trudno bowiem nie przypomnieć sobie Joakima Bordena słuchając takiego „Skjut Grev Tig” czy „Lat Napalmen Regna”. Panowie też pamiętają o zagraniu od czasu do czasu solówki gitarowej (raz bardzo melodyjnej jak w „Lebensgefahr”, raz prawdziwie ekspresyjnej – vide najszybszy na płycie, niemal thrashowy „Kamphund”, raz już prawdziwie sabatonowej – „Doberman”), co wpływa korzystnie na podróż przez płytę.

Trudno wyróżnić którykolwiek z utworów, bo w zasadzie opierają się na podobnym schemacie. Ciężki, rammsteinowy riff koresponduje z sabatonowymi klawiszami, wokalista najpierw jest Lindemanem, w refrenie radośnie podśpiewuje jak Borden. Sztandary łopoczą, noga tupie, głowa się kiwa, jest ciężko, melodyjnie i całkiem przyjemnie. W takim „Panzermarsch” mamy nawet ładne wtręty z muzyki poważnej odegrane na gitarze. Tu i tam zabrzmi coś na kształt fińskiej humpy. Trudno więc narzekać na brak melodyjności, nie sposób zarzucić nic wykonaniu, tylko ta oryginalność… Nie powiem, kilka refrenów już mi pobrzmiewa w głowie, ale czy będzie mi się chciało do nich kiedyś wracać? Szczerze wątpię. Wolę posłuchać Rammstein i Sabaton. W Raubtierach brakuje mi choćby zalążka czegoś własnego, tylko ich. Niemniej, zwolennikom industrialno-metalowego grania z dużą dawką melodii nie odradzam. Sprawdzić zawsze warto.

3 out of 6 stars

Recenzent: Łukasz Radecki

Raubtier – Bestia Borealis
Label: Gain Music (2015)
Dystrybutor: brak

Polecamy także