Literatura

Remigiusz Mróz – Listy zza grobu

Opublikował

dnia

Remigiusza Mroza przedstawiać nie trzeba nawet niezbyt zorientowanym na giełdzie literackiej. Za to Seweryna Zaorskiego — jak najbardziej. W przeciwieństwie bowiem do swego twórcy — oraz innych wykreowanych przezeń postaci (m.in. Joanny Chyłki, Damiana Wernera, Gerarda Edlinga czy Wiktora Forsta) — Zaorski dopiero debiutuje jako protagonista historii inicjującej nowy cykl powieściowy. Mężczyzna po przejściach, samotnie wychowujący dwójkę dzieci, chce rozpocząć nowe życie w rodzinnej miejscowości, do której powraca po ponad dwu dekadach. Oczywiście — jak to zwykle bywa w najnowszej literaturze sensacyjno-kryminalnej (a do niej należy opowieść Mroza) — dobre chęci nie wystarczą. Tym bardziej, że — jak się rychło okaże — nie wszyscy są tymi, za których się podają, a niegdysiejsze wybory mogą w istotny sposób wpłynąć na teraźniejszość. Całość jednak kończy się względnie szczęśliwie (choć nie dla wszystkich, bo to jednak nie bajka), zaś czytelnik ma wrażenie, że otrzymał to, czego oczekiwał: odrobinę wątku romansowego ze stonowanymi scenami „dla dorosłych”, sporo zaskoczenia i umiarkowaną ilość niepokoju o kondycję etyczną państwa, tudzież toksyczne relacje międzyludzkie. Innymi słowy: to, do czego przyzwyczaili nas wydawcy prozy — zarówno rodzimej, jak i przekładów — w „Listach zza grobu” otrzymujemy w wersji skondensowanej tak, że mamy wrażenie, iż wątki fabularne składające się na tę opowieść zdążyliśmy już poznać z innych lektur.

Paradoksalnie, śledząc perypetie bohaterów utworu Mroza, nie uczestniczymy jednak w „powtórce z rozrywki”. Jednoczesne odczucie nowości i tego „co znane”, podczas lektury najnowszej powieści tego pisarza wynika z wprowadzenia w osnowę fabularną opowieści wątku kombinatorycznego, związanego z ciągiem Liczb Catalana. Nie jest to oczywiście zabieg w literaturze światowej nowy. Pomysł na wprowadzenie elementów wiedzy eksperckiej (tj. niedostępnej dla przeciętnego założonego czytelnika kryminalnej opowieści) z różnych dziedzin odnajdujemy choćby w „Szachownicy flamandzkiej” Artura Pereza-Reverte (1990; wydanie pol. 2000), bądź „Przekładzie” Pablo De Santisa (1998; wydanie pol. 2006). Mróz nie powiela jednak rozwiązań przywołanych tu twórców. W zamian odwołuje się do czytelniczej pamięci lekturowej i sięga do najszlachetniejszego ze źródeł, jakim jest nowela Edgara Allana Poego „Złoty żuk” (1843; wydanie pol. 1968). Gest ten — jakkolwiek można uznać proponowane tu odczytanie za nadinterpretację — należy traktować jako wyraz wysokiej samoświadomości Mroza będącego twórcą literatury kryminalnej. O ile bowiem Poe nie mógł — z oczywistych względów historycznych — „wyzwolić się” spod uroku poetyki opowieści awanturniczo-sensacyjnej (sam bowiem dopiero stawał się współtwórcą nowoczesnego kryminału), dla twórcy „Listów zza grobu” taka decyzja nie była zdeterminowana w sposób inny niż autorską decyzją. Mróz odwołuje się zatem — czy w pełni świadomy konsekwencji interpretacyjnych, to kwestia osobna — do określonej tradycji kulturowej, nakazującej postrzegać kryminalną zagadkę jako szaradę mającą logiczne wyjaśnienie.

Zarazem Mróz jest jednak nazbyt świadomy nie tylko tradycji literackiej, z której czerpie, aby zaproponować współczesnemu czytelnikowi „przełożenie” mentalności i wiary bohaterów w moc logiki, fundamentalnej dla XIX-wiecznego ideowego „arche-tekstu”. Z tego względu czytelnikowi opowieści o perypetiach Seweryna Zaorskiego nie jest dane wespół z narratorem dotrzeć do prawdy, stając z nim w zawody o palmę pierwszeństwa w rozwiązaniu kryminalno-sensacyjnej zagadki. Służy temu nie tylko zatrzymanie dla siebie przez głównego bohatera części informacji, niezbędnych do poprawnego rozwiązania szarady. Nie mniej istotne jest wprowadzenie różnych perspektyw, z których poznajemy fabularne zdarzenia: ich nadmiar (intencjonalnie) rozprasza odbiorcę, uniemożliwiając mu zbieranie poszczególnych tropów. Autor kusi przy tym czytelnika, który pragnąłby stanąć z nim w owe zawody, lekturą „multisensoryczną”, wskazując w dołączonym do opowieści posłowiu na możliwość odsłuchania wraz z Zaorskim muzyki, przywoływanej w utworze (s. 461).

Z powyższych słów mogłoby wynikać, że „Listy zza grobu” to lektura „wielowarstwowa”, wymagająca świadomości przemian kulturowych — i tak jest w istocie; nie należy jednak zapominać, że opowieść Mroza to równocześnie sprawnie warsztatowo napisana, wciągająca powieść awanturniczo-sensacyjno-kryminalna, pozwalająca na czerpanie lekturowej przyjemności z wyraziście zarysowanych bohaterów i potoczystej akcji.

5 out of 6 stars

Recenzent: Adam Mazurkiewicz

Remigiusz Mróz – Listy zza grobu
Wydawca: Filia (2019)
Ilość stron: 461

Polecamy także