Muzyka

Smash Into Pieces – The Apocalypse DJ

Opublikował

dnia

warrant_metal_bridge

Przyznaję, że nazwa Smash Into Pieces była mi kompletnie obca nim nie usłyszałem ich drugiego albumu „The Apocalypse DJ”. Już zdjęcie załączone do materiałów promocyjnych ostrzegło mnie, że nie będzie to muzyka, jakiej słucham na co dzień, ale nowoczesny, energetyczny ciężki rock o metalowym ciężarze.

Otwierający płytę „Stronger” natychmiast potwierdził owe przypuszczenia. Potężne brzmienie, rwane riffy i górujący nad wszystkim głos Chrisa Adama Hedmana Sörbye natychmiast wrzuciły grupę w szufladkę gdzie brylują takie nazwy jak Godsmack, Disturbed, Five Finger Death Punch i… Nickelback. Przeciętny słuchacz zauważy, że są to nazwy prezentujące różne oblicza ciężkiego grania, niemniej Smash Into Pieces łączy owe style pod jednym mianownikiem, którym jest przebojowość. Naprawdę, każdy z numerów jest niespotykanie chwytliwy i każdy refren prędzej czy później wpada w ucho.

I tu nastąpiło moje kolejne zdziwienie, a jednocześnie wyjaśnienie owej „chwytliwości”. Ten do bólu amerykańsko brzmiący zespół pochodzi ze Szwecji, która słynie z melodyjności, bo u nich nawet death metal gra się bardzo przebojowo. Na szczęście dla większości słuchaczy, Smash Into Pieces porusza się w zdecydowanie przystępniejszych rejonach alternatywnego rocka i metalu, gdzie produkcja ma ogromne znaczenie, uwypuklając niebanalne umiejętności muzyków. Wspomniałem już o głosie wokalisty, który z prawdziwym pazurem i klasyczną dla Amerykanów manierą wyśpiewuje kolejne zwrotki i refreny, choć trzeba przyznać, że skłania się właśnie ku łagodniejszej stylistyce Nickleback, co szczególnie słychać w kawałkach „Color of My Eyes”, „Another Day in the Battlefield” czy balladowym „Checkmate”. Przebój goni przebój, a w niektórych utworach, gdyby odrzucić wokal, można by się doszukać naleciałości takich klasyków jak Bon Jovi. Nie wierzycie? Wsłuchajcie się w strukturę „Bullets”.

Zespół jednak potrafi uderzyć też mocniej, co czyni w potężnym „Stronger” czy zamykających płytę mrocznym „Burn” (gdzie wokal osiąga rejony ciężkiego ryku w zwrotkach, by powrócić z melodią w refrenach) lub rozbujanym „Rock n’ Roll (The Apocalypse Tribute)”. Moją uwagę szczególnie przykuły popisy solowe gitarzysty, niestety, nie wiem którego. Przy takim graniu zazwyczaj gitara solowa jest zepchnięta na drugi plan, tym bardziej zaskoczyły mnie te soczyste popisy i techniczna bieganina po gryfie w takich kawałkach jak „Stronger” (tak, ten przebój już mnie prześladuje), „Don’t Wake Me Up” i „Reaching Out”.

Warto zaznaczyć, że zespół mimo dość wąskiej konwencji nie stara się drążyć jednego tematu i w zasadzie każdy utwór różni się od poprzednika, a muzycy dbają by nie zanudzić słuchacza przetykając cięższe fragmenty z lżejszymi, a tu gdzieś wplotą akustyczne granie, a to znów porażą elektroniką, czy – jak w znakomitym „My Cocaine” – dołączą żeńskie wokale, które przywiodą na myśl choćby Evanesence.

Trzeba przyznać, że udała się Szwedom ta płyta. Dla zwolenników tego typu tego grania będzie to łakomy kąsek.

5 out of 6 stars

Recenzent: Łukasz Radecki

Smash Into Pieces – The Apocalypse DJ
Label: Gain Music (2015)
Dystrybutor: brak

Polecamy także