Film

The Belko Experiment

Opublikował

dnia

Na film The Belko Experiment trafiłem czystym przypadkiem, ale już po prowizorycznym przeglądzie obsady i twórców domyślałem się, że to będzie ciekawe kino… ciekawy eksperyment. Obrazowi Greg’a McLeana („Wolf Creek”, „Rogue”, „The Darkness”) bliżej co prawda do horroru niż klasycznego thrillera, którym się go określa, ale ten fakt jedynie poprawia jego całokształt. Nie ma się temu co dziwić ponieważ reżyser ten specjalizuje się w kręceniu krwawych horrorów właśnie. Dodatkowo produkcję wspierali ludzie odpowiedzialni za „The Conjuring” i „Annabelle”. W tym szczególnym wypadku McLean połączył swoje siły ze scenarzystą Jamesem Gunnem (remake „Dawn of the Dead”, „Slither”, „Lollipop Chainsaw”, obie części „Guardians of the Galaxy”). Takie zestawienie reżysera i scenarzysty zapewniło filmowi nie tylko odpowiedni poziom napięcia, ale przede wszystkim krwiste sceny ukazujące przeróżne kontakty międzyludzkie, a to w dużej mierze o ich pokazanie tutaj chodzi. Ponadto dzięki panu Gunnowi, McLean w końcu mógł wejść w psychikę filmowanych przez siebie postaci nieco głębiej niżeli tylko „do kości”. Jeśli obejrzymy wcześniejsze produkcje należącego do Splat Packu australijskiego reżysera to z łatwością zobaczymy, że praca z doświadczonym scenarzystą przyniosła mu nieoczekiwanie bardzo dobre skutki.

Historia jest banalnie prosta: grupa osiemdziesięciu pracowników korporacji Belko zostaje zamknięta w biurowcu i zmuszana przez tajemniczego Wielkiego Brata do mordowania siebie nawzajem. Najciekawsze, że wchodzi tutaj w grę ostry rys polityczny, który celuje głównie w korporacyjne struktury USA. Zauważcie, że nikogo innego poza etatowymi pracownikami Belko nie wpuszczono do budynku na czas trwania eksperymentu. Okoliczna ludność została odesłana do domu, zaś okrutnemu badaniu poddawani są jedynie obywatele USA. Zwróćcie także uwagę na lokalizację samego biurowca. W tym filmie możemy się domyśleć przebiegu całej fabuły, nie oznacza to jednak, że film jest nudny, czy pozbawiony większego sensu. Powtarzalność leitmotivu w tym wypadku aktualizuje wizualnie nawracający problem walki o przetrwanie w ekstremalnej sytuacji. Pikanterii całemu choremu eksperymentowi, jakiemu poddani zostają pracownicy Belko, nadaje fakt, że dzieje się to właśnie w ich miejscu pracy. Z dala od rodziny, przyjaciół (tych prawdziwych; jeden z moich znajomych z pracy twierdził zawsze, że w pracy nie ma prawdziwych przyjaźni. Są jedyne znajomości i koleżeństwo. Po obejrzeniu „The Belko Experiment” przypomniały mi się jego słowa i to ile w nich prawdy jeśli się nad tym solidnie zastanowić) i wreszcie w środowisku ultra korporacji, w której wyścig korposzczurów i wyczuwalna podskórnie dominanta przełożonych nad pracowniczą masą ludzką aż buzuje: bądźmy dla siebie przyjaźni, ale koniec końców lepiej żebyście pamiętali kto tu rządzi robaczki.

Wspominałem o ciekawym doborze obsady nie bez kozery. Do filmu zatrudniono dość kolorową ekipę składającą się z młodzików (John Gallagher, Adria Arjona) i weteranów (John McGinley, Tony Goldwyn). Aktorzy, którzy najczęściej przewijają się na ekranie (a więc ci, których wymieniłem) znani są z różnych filmów (w sensie bogactwa gatunkowego ich repertuaru), ale raczej nie z krwistych opowieści o ludziach wyrzynających się wzajemnie w pokręconym eksperymencie. Sprawia to, że postaci jakie im przydzielono zaskakują widza. Jak wcześniej pisałem: leitmotiv, który powtarza się w filmie na wielu poziomach, w tym przypadku także fabularnego zarysu postaci, nie ujmuje niczego temu obrazowi. Dodatkowym zaskoczeniem jest ścieżka dźwiękowa ułożona przez Tylera Batesa („300”, „Californication”, „Guardians of the Galaxy”), który postanowił przerobić znane utwory jak „I wil survive” czy „California Dreamin” na modłę latynoską. Podświadomie pomaga to ulokować akcję filmu w umyśle widza.

Jest to film, o którym w Polsce było cicho, a który zasługuje na uwagę zarówno fanów horrorów i thrillerów, jak i tych z Was, którzy lubią zakładać się podczas projekcji kto przetrwa do samego końca. Myślę, że również z punktu socjologicznego czy nawet politycznego, jak wspominałem wcześniej, ten obraz ma wiele do powiedzenia. Nawet jeśli istnieje wiele podobnych filmów, które korzystają z motywu zamknięcia i szczucia ludzi na siebie, to „The Belko Experiment” ma tę przewagę, że jest najbardziej aktualny, przez co lepiej dociera do widza. Owe krwawe igrzyska, w których nagrodą jest przetrwanie przypominają nam, że w grze o życie możemy w cale nie różnić się od zwierząt, które instynkt stawiają na pierwszym miejscu. Polecam Wam obejrzenie filmu i zastanowienie się nad jego przekazem, bo zastanawianie się nad tym jak byśmy się w takiej sytuacji zachowali sami, nie ma moim zdaniem większego sensu. Górę biorą zawsze instynkty.

4 out of 6 stars

Recenzent: Michał Pietrzak

The Belko Experiment
Tytuł oryginalny: The Belko Experiment
Kraj: USA (2017)
Reżyseria: Greg McLean
Obsada: John Gallagher Jr., Adria Arjona, Tony Goldwyn, John C. McGinley
Dystrybutor: brak

Polecamy także