Film

Zabawa w pochowanego

dnia

patronat

„Zabawa w pochowanego” ma jedną, znaczącą bolączkę, która obniża temu, niezłemu skądinąd, filmowi ocenę. To trochę takie stanie w rozkroku między ciężkim i krwawym slasherem a czarną komedią, bo nie jest do końca jednym, ani drugim, i nieco się między tymi konwencjami miota, nie oddając żadnej w pełni. A szkoda, bo to kino bardzo niepoważnie, ale w tym swoim braku powagi całkiem udane, z jeszcze większym potencjałem, który niekoniecznie w całości został wykorzystany.

Mając w pamięci bardzo słaby poprzedni film reżyserskiego duetu Bettinelli-Olpin&Gillet – „Diabelskie nasienie” (będące nieudolną wariacją na temat „Dziecka Rosemary”) – z dużą rezerwą podchodziłem do ich nowej produkcji. Jednak zwiastun sugerował bezpardonową, krwawą i zupełnie niepoważną jatkę w interesującej scenografii, z uroczo niewinną Samarą Weaving, jako Grace, czyli filmową panną młodą, która wchodząc do niezwykle bogatej rodziny zmuszona jest w swą noc poślubną… zagrać w grę. I tu zaczyna się z jednej strony interesujący, z drugiej absurdalny pomysł, który jednoznacznie nakazuje nam kwalifikować „Zabawę w pochowanego” jako czarną komedię oraz ostrą satyrę na między klasowy konflikt, i swoiste oderwanie klasy wyższej od realnego, empatycznego postrzegania świata. Nie łudźcie się jednak, że znajdziecie tu jakieś drugie dno. Może jest ta jedna, luźna dygresja, o której wspomniałem, ale poza tym film nie usiłuje przemycić jakichkolwiek głębszych kwestii – to twór filmowy o bogaczach, którzy skłonni są do wszystkiego, byle tylko zachować swoje bogactwo, swój status… no i życie.
Film jest z jednaj strony zestawieniem gagów i absurdów, z drugiej (miejscami) ten humor za bardzo się rozmywa, znika gdzieś w tle, a slasherowe sceny stają się zbyt dosłowne, by utrzymać w widzu to poczucie rozbawienia, które obłaskawia co krwawsze momenty…

Nie jest to reżyseria na miarę kultowego „Evil dead”, jednak nie twierdzę, że jest źle. Film ma kilka świetnych scen (szczególnie tych z mocniejszym akcentem satyrycznym), a całość prezentuje się naprawdę nieźle. Jeśli oczekujecie od seansu bezpretensjonalnej, przerysowanej rozrywki, okraszonej absurdalną dawka przemocy, to się nie zawiedziecie. Tak naprawdę tylko jednej sceny nie mogę darować twórcom, a mianowicie tej z piłowaniem obręczy łóżka łańcuchem od kajdanek. Seriously? To niestety solidny facepalm, który mocno mnie zirytował.

Na pochwałę zasługuje wspomniana już Samara Weaving bowiem znakomicie udźwignęła tę nieskomplikowaną przecież rolę, dodając jej głębi i świetnie oddając emocje nieco zdystansowanej i niepewnej, a potem już czysto przerażonej panny młodej, która w finale przechodzi swoistą metamorfozę… Jest w tym filmie przynajmniej jeden twist, który mocno wywraca fabułę do góry nogami i sprawia, że akcja nie utyka w martwym punkcie, a wręcz nabiera rumieńców, poza tym pozostali aktorzy także poradzili sobie ze swoimi rolami dobrze.

Słowem, nie oczekujcie cudów, bo i też nie jest to film tego typu. Jak lubicie dziwne, bezkompromisowe kino niekoniecznie zorientowane co to polityczna poprawność, to śmiało Wam go polecam. Wyłączcie myślenie, zrelaksujcie się, odprężcie i idźcie na seans… Tylko nie siadajcie zbyt blisko ekranu, bo Was krew obryzga. A tej jest tu zdecydowanie duuuużo!

4 out of 6 stars

Recenzent: Mariusz „Orzeł” Wojteczek

Zabawa w pochowanego
Tytuł oryginalny: Ready or Not
Kraj: USA (2018)
Reżyseria: Matt Bettinelli-Olpin, Tyler Gillet
Obsada: Samara Weaving, Adam Brody, Mark O’Brien, Andie MacDowell
Dystrybutor: Imperial Cinepix

Polecamy także