Film

Zombie Express

dnia

Polscy widzowie, którym zbytnio nie zależało na poszukiwaniach, dotychczas mieli szansę zapoznać się z amerykańskimi, brytyjskimi i hiszpańskimi zombie, a ci uparci mieli szansę dotrzeć do norweskich, a nawet australijskich produkcji o żywych trupach. Azja jakoś zawsze kojarzyła się z bardziej metafizycznymi istotami – zombie wydawały się dla tego kina zbyt „przyziemne” i tym samym zbyt mało wyrafinowane, a z drugiej strony być może trochę zbyt mało „gore”. 20 stycznia 2017 roku nawet ci mniej zakręceni na punkcie zombie kinomaniacy będą mieli okazję zapoznać się z południowokoreańską produkcją, która może nie zmieni zbyt wiele w obecnym wizerunku zombie w popkulturze, ale z całą pewnością przybliży miłośnikom horroru kino azjatyckie – tym bardziej że w przypadku „Train to Busan” przybiera ono formę amerykańskiego kina stylu zerowego, co oznacza, że dla wszystkich tych, którzy za azjatyckimi filmami nie przepadają, staje się ono bardziej „zjadliwe”.

„Train to Busan” – czyli w polskim tłumaczeniu „Zombie Express” – to mocne kino sensacyjne osadzone w apokaliptycznych realiach epidemii zombie. Młody mężczyzna (totalny pracoholik od którego odeszła żona), ma chłodne kontakty z córką, dla której nie ma zbyt wiele czasu. Obiecuje jej, że w dniu jej urodzin odbędą podróż pociągiem z Seulu do Busan, gdzie mieszka matka dziewczynki. Do podróżujących docierają niepokojące doniesienia z kraju, który błyskawicznie pogrąża się w chaosie. Okazuje się, że jego przyczyną jest epidemia, która błyskawicznie rozprzestrzenia się między ludźmi. Zarażeni przemieniają się w żądne krwi kreatury, kierujące się instynktem drapieżnika. Kiedy jedna z zarażonych osób dostaje się do pociągu, rozpoczyna się koszmar…

Film w reżyserii Sang-ho Yeon jest naprawdę godny uwagi. Mój sceptycyzm ulotnił się już po kilku pierwszych scenach, które doskonale budowały atmosferę niepewności. Subtelność i niepokój z początku dość szybko zostały skonfrontowane z krwawymi i obłędnymi scenami, które przerodziły ten niepokojący nastrój w typowe dla „szybkiego” kina napięcie. Owszem „Train to Busan” nie jest filmem, który uniknął kalek. Twórcy ewidentnie czerpali garściami choćby z amerykańskiej „World War Z” (pod względem efektów wizualnych), a przemiana głównego bohatera również wydaje się być znajoma. Jednak w całej swojej powtarzalności jest to dzieło niezwykle przemyślane, nawet jeśli stworzone tylko dla rozrywki. Trudno nie zauważyć, że film miał na celu negację zimnego ekonomicznego kalkulowania, a także pochwałę dla ludzkiego poświęcenia w tych najtrudniejszych momentach – jednak nie wyobrażam sobie by traktować to wszystko jak poważny moralizatorski przekaz. Właśnie dlatego skłaniam się ku opinii, że „Train to Busan” to jednak kino czysto rozrywkowe, ale za to zrobione bardzo dobrze i spełniające swoją rolę w 100%. Co więcej, zaraz po zakończeniu seansu nabrałam ochoty na powtórkę, a w moim przypadku to się naprawdę rzadko zdarza – szczególnie jeśli chodzi o kino azjatyckie, którego fanką bynajmniej nie jestem.

5 out of 6 stars

Recenzent: Żaneta „Fuzja” Wiśnik

Zombie Express
Tytuł oryginalny: Train to Busan/Boo-san-haeng
Kraj: Korea Płd. (2016)
Reżyseria: Yeon Sang-ho
Obsada: Yoo Gong, Kim Soo-an, Jeong Yu-mi, Ma Dong-seok
Dystrybutor: Mayfly

zobacz w cc

Polecamy także